Noc sylwestrowa i Nowy Rok przebiegały w Tajlandii, a zwłaszcza w stolicy kraju Bangkoku, pod znakiem zagrożenia i strachu, w związku z cała serią zamachów bombowych, w wyniku których zginęły co najmniej trzy osoby, a 36, w tym sześcioro cudzoziemców, zostało rannych.

Wśród rannych jest dwoje Serbów i dwoje Brytyjczyków oraz jeden Irlandczyk i jeden Węgier. Dwa ładunki policja zdołała rozbroić przed wybuchem.


Ładunki eksplodowały w Bangkoku w dwóch seriach. Pierwsze sześć wybuchów nastąpiło mniej więcej w tym samym czasie w różnych punktach miasta, a kolejne dwa nieco później.

Niektóre ładunki podłożono w bardzo ruchliwych punktach miasta. Jedna z bomb została podłożona w rejonie centrum handlowego, niedaleko Pomnika Zwycięstwa na centralnym placu stolicy Tajlandii. Dwa inne ładunki eksplodowały niedaleko portu i starego miasta.

To jednak nie wszystko. W poniedziałek rano, w kilka godzin po seriach wybuchów w stolicy, doszło do zamachu również poza Bangkokiem, w miejscowości Chian Mai na północy Tajlandii, o 570 km na północ od stolicy, gdzie terroryści sprawcy podłożyli ładunek wybuchowy pod meczetem. Ranna została jedna osoba.

Trwają spekulacje, kto był sprawcą serii zamachów w Bangkoku, do których nie przyznała się dotąd żadna organizacja. Przedstawiciel komendy głównej policji wykluczył, iż zorganizowali je muzułmańscy separatyści ze zdominowanego przez ludność malajską południa kraju.






Mówiący po malajsku muzułmanie stanowią większość w trzech południowych prowincjach buddyjskiej w większości Tajlandii - Yala, Narathiwat i Pattani. Dążący do ich oderwania rebelianci spowodowali od stycznia 2004 r. śmierć co najmniej 1900 ludzi na południu kraju.