Religijna edukacja w największej pakistańskiej madrasie dla dziewcząt rozpoczyna się w bardzo młodym wieku. Najmłodsza grupa, w której dzieci uczone są zasad islamu, przyjmuje już czterolatki. W klasie dziewczynki nie zakrywają twarzy, ale gdy kamera dziennikarzy CNN podąża za nimi w głąb szkolnych korytarzy, władze szkoły nakazują im ich zakrycie. Choć nie mają dostępu do komputerów, uczą się podstaw - jak nazw części komputera i akcesoriów. Wszystko po angielsku.

Klasy w szkole dla 4 tys. dziewczyn są szczelnie wypełnione. Nauczyciel - mężczyzna - siedzi na zewnątrz i mówi do uczennic przez mikrofon. W środku są jego pomocnice. Mężczyźni mają wstęp jedynie do przedsionków szkoły, gdzie mogą zostawić jedzenie i przybory szkolne dla swoich sióstr i córek.

Dziewczyny uformowały niedawno policję religijną i własnoręcznie wymierzają kary kobietom, które - ich zdaniem - źle się prowadzą. Ostatnio porwały właścicielkę kilku domów publicznych i kazały jej publicznie przeprosić za grzechy. Podobnie zaczynają postępować chłopcy z męskich madras. W akcie gniewu na zachodni świat i jego kulturę, zaczęli niszczyć sklepy ze sprzętem RTV.

Dziennikarka brytyjskiego Kanału 4 rozmawia z członkiem kierownictwa jednej z żeńskich madras, Abdulem Rashidem Ghazem. "Czy Pakistan talibanizuje się?" - pyta. Abdul daje wymijającą odpowiedź: "Czy Rudi Guliani walcząc z domami publicznymi, zachowywał się jak talib?". Abdul w 2001 roku - po zamachach na USA - nawoływał do otwartej wojny z Ameryką.

Prezydent Musharaff już wtedy obiecywał, że zajmie się sprawą madras, ale przez pięć lat nie dość, że nie zmniejszyła się ich liczba, to jest ich znacznie więcej. Wiele wskazuje, że Pakistan zmierza w kierunku islamskiej rewolucji.