Ten ceremoniał powtarza się co rok. Stado dzikich rumaków spędza się nad przez Kanał Assateague, by konie przeprawiły się na wyspę Chincoteague w stanie Wirginia. Tam zwierzęta sprzedaje się na tradycyjnej aukcji, z której zysk przeznaczony jest na miejscową straż pożarną. Cena wywoławcza za źrebię - cztery tysiące złotych.
Jak podaje legenda, konie pojawiły się na sąsiedniej wyspie Assateague, kiedy w XVIII wieku hiszpański galeon z ładunkiem dzikich mustangów zatonął przy brzegu. Ocalałe zwierzęta dopłynęły do wybrzeża i tam się osiedliły. Dzisiejsze stada to ich potomkowie.
Tradycja spędzania dzikich koni sięga jeszcze wieku XVIII. Mieszkańcy sąsiednich wysp przy ich okazji zaczęli organizować festyny z tańcami i ucztami. Najwcześniejszy znany zapisek z imprezy, zwanej przez Amerykanów Pony Penning, został opublikowany w roku 1835.
Odtąd już tradycyjnie impreza odbywa się pod koniec lipca każdego roku i przyciąga rzesze zainteresowanych. To prawdziwy koński karnawał, z tym że akurat nie rumaki cieszą się z niego najbardziej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|