Narzekamy na kaprysy pogody, ale powinniśmy dziękować Bogu, że nie żyjemy w Indiach czy Bangladeszu. W południowej Azji 35 milionów ludzi cierpi z powodu ulewnych deszczów i powodzi. Setki ludzi giną, a ci, którym uda się uratować, zmagają się z malarią i liczą potężne straty.
Najgorsza sytuacja jest teraz wokół wybrzeży Zatoki Bengalskiej. Położone nad nią regiony Indii i Bangladeszu dosłownie toną w deszczu.
Świat obiegły przerażające zdjęcia, na których widać, jak przeładowane ludźmi łódki pływają między zatopionymi wsiami. Ludzie szukają jedzenia i lekarstw.
Polowe szpitale organizowane na poddaszach wyższych budynków pękają w szwach. Wybuchają kolejne epidemie, a malaria jest już wszędzie.
Na nisko położonych terenach wokół stolicy Bangladeszu - Dhaki - woda sięga ludziom już do szyi. Poziom wód niestety wciąż wzrasta.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|