"Do tego nieusprawiedliwionego wstrzymania ruchu lotniczego w Hiszpanii doszło w szczytowym momencie dla sektora turystycznego", kiedy Hiszpanie już w piątek wyjeżdżają na wydłużony aż do środy weekend - powiedział dziennikowi gospodarczemu "Expansion" szef Instytutu Badań nad Gospodarką Juan Iranzo, który przeprowadził analizę konsekwencji strajku.

Reklama

Przerwa w ruchu lotniczym będzie prawdopodobnie kosztować około 400 mln euro, ale może też mieć o wiele gorsze konsekwencje dla wizerunku Hiszpanii - dodał Iranzo.

W piątek kontrolerzy masowo wzięli zwolnienia lekarskie na znak protestu przeciwko oszczędnościowym planom rządu premiera Jose Luisa Rodrigueza Zapatero. Zakładają one częściową prywatyzację lotnisk i przekazanie prywatnemu sektorowi zarządzania portami lotniczymi w Madrycie i Barcelonie.

Spór toczy się też o godziny pracy kontrolerów ruchu lotniczego. Rozgorzał on na nowo właśnie w piątek, gdy okazało się, że zostaną obcięte nadgodziny, co doprowadzi do redukcji rocznych zarobków tej grupy zawodowej z 350 tys. do około 200 tys. euro.

Strajk kontrolerów dotknął ponad 600 tysięcy pasażerów.

Rząd zareagował ogłoszeniem w sobotę stanu wyjątkowego na 15 dni i zapowiedział, że kontrolerzy, którzy nie wrócą do pracy, będą łamali prawo.



"Szczęśliwie konflikt ten nie będzie mieć konsekwencji długoterminowych" - ocenił dyrektor hiszpańskich linii lotniczych Iberia, Rafael Sanchez-Lozano.

Hiszpania jest według Światowej Organizacji Turystycznej trzecim w świecie celem turystycznych podróży, po Francji i USA. W październiku do Hiszpanii przyjechało 4,8 mln turystów - o 4,2 procent więcej niż w zeszłym roku. Udział sektora turystycznego w PKB Hiszpanii wynosi 10 procent.

Reklama