Japońska telewizja NHK podała, że do startu przygotowują się także śmigłowce, które mają zrzucić wodę, by schłodzić reaktor nr 3 elektrowni Fukushima I. Dach nad budynkiem reaktora został wcześniej zniszczony przez eksplozję i para może wydobywać się z budynku.

Reklama

Złe warunki atmosferyczne w okolicy siłowni i pogarszająca się widoczność powodowały, że wojskowe śmigłowce nie mogły wystartować wcześniej.

Pracownicy siłowni musieli w środę na około godzinę wycofać się z jej rejonu, ponieważ w reaktorze nr 3 gwałtownie wzrósł poziom promieniowania, co - zdaniem agencji Reutera - może świadczyć o tym, że kryzys wymyka się spod kontroli. Po zmniejszeniu się poziomu promieniowania pracownicy wrócili do elektrowni i obecnie jest ich tam 180.

W elektrowni Fukushima I władze od kilku dni próbują zapobiec temu, by woda, która ma chłodzić pręty paliwowe w reaktorach nie wyparowała, co mogłoby doprowadzić do ich stopienia. Obecnie wysiłki skoncentrowane są usuwaniu uszkodzeń w budynku reaktora nr 4, gdzie w specjalnych basenach przechowywane są zużyte pręty paliwowe oraz na naprawie instalacji w budynku reaktora nr 2, która pomaga w chłodzeniu i wychwytuje większość cezu, jodu i strontu z wody.

Japońskie władze poinformowały, że rozmawiały z amerykańską armią na temat ewentualnej pomocy w opanowywaniu sytuacji w elektrowni. Jak podkreśla Reuters pojawiają się wątpliwości, czy pracujące tam ekipy nie są zbyt małe albo przepracowane po czterech dniach bezustannej akcji.

We wtorek z elektrowni wycofano 750 pracowników przejściowo pozostawiając jedynie 50. Według Arnie Gundersena, specjalisty ds. elektrowni atomowych, na którego powołuje się Reuters, 50 osób to zbyt mało, by dopilnować sześciu reaktorów znajdujących się w uszkodzonej elektrowni. Jego zdaniem "ewakuacja (750 pracowników) może oznaczać, że się poddają".

Oznaki zniecierpliwienia przedłużającym się kryzysem wykazuje również Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA), której szef Yukiya Amano oświadczył, że oczekuje szybszych i bardziej szczegółowych informacji od japońskich władz.



W środę MAEA podała powołując się na japońskie władze, iż w budynku jednego z reaktorów uszkodzonej elektrowni we wtorek o godz. 21.45 czasu polskiego zauważono ogień, jednak po 30 minutach nie było po nim śladu. Również japońska telewizja NHK podała, że w budynku reaktora nr 4 nie widać już płomieni, jednak około godz. 2. czasu polskiego unosiła się nad nim chmura pary.

Niektórzy eksperci uważają, że Japonia bagatelizuje powagę sytuacji, zwłaszcza jeśli chodzi o jej ocenę na skali INES wykorzystywanej do szacowania wypadków nuklearnych.

Dotychczas Japonia ocenia sytuację w Fukushimie I na 4 w siedmiostopniowej skali, ale ocena została podana w sobotę, a od tego czasu sytuacja uległa zmianie. Według agencji ASN nadzorującej bezpieczeństwo w elektrowniach atomowych we Francji, sytuacja w Japonii powinna być oceniona co najmniej na 6.

Rząd Japonii nie zamierza rozszerzać tzw. strefy ewakuacyjnej wokół elektrowni. W tej chwili obejmuje ona obszar w promieniu 30 km od Fukushimy. Rzecznik rządu ponownie jednak zaapelował do tych mieszkańców z okolic elektrowni, którzy nie podporządkowali się nakazowi ewakuacji, by pozamykali szczelnie drzwi i okna.

Japońskie służby meteorologiczne podały, że wiatr w pobliżu uszkodzonej elektrowni, z której do atmosfery przedostaje radioaktywna para, będzie wiał w środę z północnego zachodu w kierunku Pacyfiku. Siłownia znajduje się około 240 km na północ od Tokio.

Jak pisze agencja Reutera w ciągu ostatnich 24 godzin wiatr znad elektrowni spowodował niewielkie podwyższenie radioaktywności w japońskiej stolicy. Według władz w pewnym momencie we wtorek jej poziom w zamieszkanym przez 13 mln ludzi mieście był 10-krotnie wyższy niż normalnie, jednak nie zagrażał zdrowiu.