Reklama

Ten pomysł budzi od trzech lat poważne kontrowersje. Już raz został wycofany - dwa lata temu, w atmosferze skandalu, po ujawnieniu stopnia inwigilacji przez zbiegłego amerykańskiego agenta Edwarda Snowdena.

Nowy, stonowany projekt brytyjskiej ustawy nie daje już policji i wywiadowi prawa do czytania SMS-ów i e-maili podejrzanych, a jedynie umożliwia wgląd w to, z kim się porozumiewali.

Brytyjski rząd twierdzi, że nie naruszy to sfery prywatności bardziej niż dotychczasowe prawo do inwigilacji, które obejmowało kontakty listowne i telefoniczne. Mówimy tylko o tym pierwszym kroku: kontakt z kim. To nie wykracza dalej - mówiła BBC minister spraw wewnętrznych Theresa May.

Brytyjska opozycja nie sprzeciwi się planom konserwatystów, którzy mają zresztą parlamentarną większość. Zastrzegła jednak, że rząd zbyt łatwo i często - 1800 razy do roku - zgadza się na pełną inwigilację, i domagała się właściwych zabezpieczeń w postaci sądowej, a nie ministerialnej zgody na przechwytywanie danych.