W rezolucji żąda się od Izraela "natychmiastowego i całkowitego wstrzymania budowy nowych osiedli na okupowanych terenach palestyńskich, w tym w Jerozolimie Wschodniej". Podkreślono w niej, że osiedla żydowskie są "pozbawione mocy prawnej i stanowią rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego".
Ambasador USA przy ONZ Samantha Power tłumaczyła wstrzymanie się jej kraju od głosu podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa, mówiąc, że rezolucja ta jest zgodna z amerykańską polityką. Dodała, że
Do tej pory USA, choć sprzeciwiały się budowie nowych osiedli, nigdy nie poparły działań godzących w interesy państwa żydowskiego. W 2011 roku, gdy w Radzie Bezpieczeństwa próbowano przeforsować rezolucję potępiającą osadnictwo na Zachodnim Brzegu, przedstawiciel USA w Radzie skorzystał z prawa weta.
Izraelski minister energetyki Juwal Szteinic powiedział po głosowaniu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, że Stany Zjednoczone "opuściły Izrael".
oświadczył.
Nabil Abu Rudeina, rzecznik prasowy palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa, określił rezolucję Rady Bezpieczeństwa jako "wielki policzek" dla Izraela.
dodał.
Szef negocjatorów palestyńskich Saeb Erekat po piątkowym głosowaniu powiedział agencji Reutera, że był to "dzień zwycięstwa prawa międzynarodowego, cywilizowanego języka i negocjacji oraz całkowite odrzucenie ekstremistycznych sił w Izraelu".
Amerykański prezydent elekt Donald Trump napisał na Twitterze, komentując głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, że "po 20 stycznia wszystko będzie inaczej". Trump nalegał, aby USA zgłosiły weto w sprawie rezolucji.
Jak pisze AFP, dla Izraela było jasne, że przed przekazaniem władzy Trumpowi, którego jedną z obietnic w kampanii było uznanie Jerozolimy za "niepodzielną stolicę Izraela", ekipa Baracka Obamy nie ma zamiaru wykorzystać swego prawa weta w głosowaniu nad rezolucją w sprawie osiedli żydowskich.