Policja poinformowała, że nie znalazła żadnych dowodów na to, iż faktycznie padły tam strzały. Nie znaleziono też żadnych ofiar ani nie natrafiono na nikogo podejrzanego.

Reklama

W związku z doniesieniami o strzałach na miejsce przybyli uzbrojeni funkcjonariusze policji. Ewakuowano i zamknięto stację metra Oxford Circus i Bond Street. Nie wykluczano związków z terroryzmem.

W mediach społecznościowych naoczni świadkowie mówili o ludziach uciekających do pobliskich sklepów i pubów. Londyńska Policja Metropolitalna wzywała ludzi na ruchliwej Oxford Street, by wchodzili do budynków. Reuters informował, że "tysiące ludzi biegły w panice, szukając schronienia w sklepach na ruchliwej Oxford Street". Niewielkie obrażenia odniosła kobieta, która wybiegała ze stacji Oxford Circus.

Eliza Wiła, która pracuje niedaleko miejsca zdarzenia w rozmowie z dziennik.pl powiedziała, że ok. godz. 17 z okien jej biura widać było uciekających z metra ludzi. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Jedna ze sprzątaczek powiedziała, że na stacji przy Oxford Street był jakiś incydent, jest dużo policji, wybuchła panika – relacjonuje pani Eliza.

Zarówno ona, jak i jej znajomi z pracy, nie mogła opuścić budynku. Nie wolno było nam zbliżać się do okien, wychodzić. Słychać było syreny alarmowe i latające nad budynkami helikoptery – mówi. Dodaje, że niektórzy słyszeli strzały. Mamy nadzieję, że nic strasznego się nie stało, ale moja znajoma, która wyszła chwilę wcześniej z pracy, dzwoniła i mówiła, że widziała tłumy ludzi, które biegły do budynków znajdujących się w pobliżu stacji, aby się w nich schować – mówi. Wyjaśnia, że to był ostatni moment, kiedy można się było bez problemu do kogoś dodzwonić. W takich momentach bardzo szybko siadają telefony komórkowe, nie ma możliwości wykonania połączenia – tłumaczy.

Byli tam moi znajomi. Przeczekali ten moment w sklepach. To najbardziej zakupowa dzielnica Londynu, a z racji Czarnego Piątku, jest tam dziś mnóstwo ludzi. W sieci pojawia się wiele ostrzeżeń żeby nie kierować się w tamtą stronę, zostać w domach. Z tego co mówią moi znajomi jest duże zamieszanie, ludzie płaczą, krzyczą – mówi z kolei Olivia Drost, która studiuje w stolicy Anglii.