Zgodnie z założeniami budżetowymi, które niemiecki minister finansów Olaf Scholz (SPD) oficjalnie zaprezentował w środę, Niemcy znów oddalą się od przyjętego przez NATO celu przeznaczania 2 proc. PKB na obronność. Nie wykonają też własnych zobowiązań - 1,5 proc. PKB do 2024 roku. Plany Scholza zakładają wydanie 1,37 proc. PKB na obronność w 2020 r., jednak do 2023 roku odsetek ma spaść do 1,25 proc.

Jak zauważa "WSJ", Berlin stać jest na zwiększenie wydatków na obronność, jednak władze po prostu postanowiły tego nie robić.

Amerykański dziennik wskazuje, że kanclerz Merkel łączy wydatki na obronność z pomocą rozwojową, której wysokość w latach 2020-2023 ma wzrosnąć o 5,1 mld euro. Berlin uważa, że powinien zyskać uznanie za budżet na pomoc rozwojową, ponieważ jego zdaniem przyczynia się on do wzmocnienia globalnego bezpieczeństwa - dodaje "WSJ".

"Ale pomoc rozwojowa nie powstrzyma rosyjskich czołgów i nie stanowi usprawiedliwienia dla złamania przez Berlin obietnic wobec swych sojuszników" - ocenia w artykule redakcyjnym "WSJ". Gazeta dodaje, że Niemcy dają "polityczną przykrywkę dla innych krajów sojuszniczych NATO, narażonych na pokusę zmniejszenia wydatków" na obronność w przypadku pogorszenia koniunktury gospodarczej.

"Rozzuchwali to też (prezydenta USA Donalda) Trumpa i inne osoby w Waszyngtonie", którzy utrzymują, że niedotrzymanie przez Niemcy zobowiązań "stanowi powód dla ponownego zastanowienia się nad zaangażowaniem USA w Europie" - podsumowuje "Wall Street Journal".