Czegoś takiego nie widzieli nawet najstarsi irlandzcy rybacy. Tysiące ogromnych galaretowatych meduz zaatakowało wybrzeże Morza Irlandzkiego i zabiło ponad 100 tysięcy łososi, hodowanych na morskich farmach. Rybacy byli bezsilni. Meduz było tyle, że nie dali rady wyciągać klatek, w których trzymają ryby.
Mordercami łososi okazały się meduzy różowe, czyli pelagie. Jamochłony te żyją na co dzień w Morzu Śródziemnym, u wybrzeży Irlandii pojawiły się więc "gościnnie". Przywiodły je tam ciepłe morskie prądy.
To była prawdziwa inwazja. Meduzy zajęły 26 kilometrów kwadratowych przybrzeżnych wód. Od powierzchni do 10 metrów w głąb morza. Hodowane w klatkach łososie nie miały żadnych szans - galaretowate stwory z trującymi parzydełkami otoczyły je szczelnie.
Hodowcy oceniają wartość zabitych ryb na około milion funtów (około 5 mln złotych). Lecz nie to jest największym problemem. Odtworzenie hodowli może potrwać nawet dwa lata. I nikt nie może zaręczyć, że podobna historia nie powtórzy się.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|