Byli prezydenci Carter i Clinton oraz kandydat w wyścigu do Białego Domu Obama zostali bohaterami nominacji do nagród Grammy. Politycy mają szansę wygrać statuetkę w kategorii Najlepszy mówiony album niemuzyczny za tzw. audiobooki, czyli przeczytane przez nich fragmenty własnych książek, które w formie płyt CD można kupić w amerykańskich księgarniach.

Wybór może okazać się trudny, tym bardziej, że każdy z nich, korzystając ze swoich zdolności krasomówczych, przekonuje świat o tym samym: sile pozytywnego myślenia. W "Giving: How Each of Us Can Change the World" Clinton opowiada o wartości, jaką jest praca charytatywna, Obama w "The Audacity of Hope: Thoughts on Reclaiming the American Dream" zastanawia się nad patriotyzmem Amerykanów, Carter zaś w "Sunday Mornings in Plains: Bringing Peace to a Changing World" zauważa, że Pismo Święte powinno inspirować polityków.

Wszyscy trzej politycy mają już na swoim koncie nagrodę Grammy. Carter otrzymał ją w zeszłym roku za audiobook towarzyszący książce napisanej wspólnie ze śmiertelnie chorym chłopcem, a Obama dwa lata temu za słuchowisko do dywagacji zatytułowanych "Czy Barack Obama może zostać prezydentem?".

Ale prawdziwym rekordzistą jest Bill Clinton. Jeżeli podczas ceremonii wręczenia nagród 10 lutego w Los Angeles wygra rywalizację z kolegami z Partii Demokratycznej, będzie miał na koncie aż trzy statuetki w kształcie pozłacanego gramofonu. W 2005 roku byłego prezydenta uhonorowano za wspomnienia "My Life" (Moje życie), a rok później do jego kolekcji dołączyła kolejna Grammy – tym razem za album z opowiadaniami dla dzieci "Prokofiev: Peter and the Wolf/Beintus: Wolf Tracks", nagrany wspólnie z byłym rosyjskim prezydentem Michaiłem Gorbaczowem i włoską aktorką Sophią Loren. Także Hillary Clinton otrzymała Grammy. W 1997 roku uznano przeczytane przez nią fragmenty książki o wychowaniu "It Takes A Village" za "prawdziwy majstersztyk słowa mówionego".

Co oczywiste, tryumfy członków Partii Demokratycznej podczas corocznego święta show biznesu nie podobają się Republikanom. "W ostatnich latach ceremonia Grammy to hołd branży rozrywkowej dla Demokratów. Wręczenie nagród oglądają miliony Amerykanów, takiej promocji możemy jedynie pozazdrościć" - mówi Agencji Reutera pragnący zachować anonimowość Republikanin z Los Angeles.