Wyglądało to niczym scena z filmu przygodowego. Wiszący na skraju górskiej drogi, skrzypiący i kołyszący się na wietrze autobus. W środku bladzi z przerażenia ludzie, sparaliżowani strachem. A pod nimi kilkudziesięciometrowa przepaść.

Na szczęście ratownicy zachowali zimną krew. Nie mogli wejść do autobusu i wyprowadzić pasażerów, bo pojazd w każdej chwili mógł runąć z urwiska. Zamiast czekać na specjalistyczny dźwig, pobiegli do pobliskich zabudowań. Tam znaleźli... koparkę. Podjechali nią, ostrożnie wzięli autobus na hol i wyciągnęli na drogę.

Ocaleni pasażerowie padali ratownikom w objęcia. Nie wiedzieli, jak im dziękować. Wszyscy wyszli z tej mrożącej krew w żyłach przygody bez szwanku.