Ciało dziecka unosiło się na wodach kanału. Nastąpił już częściowy rozkład zwłok. Mari miała rozbitą czaszkę od uderzenia ciężkim przedmiotem. Dziewczynka była w tym samym różowym ubranku, w którym ktoś porwał ją z ulicy 13 stycznia tego roku. Mari poszła do kiosku po chipsy. I nigdy już nie wróciła do swojego domu - pisze "Fakt".

Tajemnicze zniknięcie małej Hiszpanki skojarzono natychmiast z uprowadzeniem w maju ub. roku czteroletniej Angielki Maddie McCann. Między Praia de Luz w Portugalii, skąd porwano Maddie, do Huelvy, gdzie mieszkała Mari, to tylko dwie godziny jazdy samochodem. Dlatego po zniknięciu Maddie jej rodzice byli także w Huelvie, pytali o nią mieszkańców i rozdawali ulotki z jej zdjęciem.

Po zniknięciu Mari Luz państwo McCannowie wspierali duchowo rodziców małej Hiszpanki. Ojciec Marie Luz, właściciel firmy murarskiej i kaznodzieja ewangelicki, wyznaczył 300 tys. euro nagrody za informacje o jej losie, wynajął prywatnego detektywa. W akcję poszukiwawczą włączyli się nawet znani artyści i politycy hiszpańscy. Wszystko nadaremnie - czytamy w "Fakcie".