Nie takiego pożegnania spodziewał się prezydent Francji Nicolas Sarkozy, kiedy opuszczał Izrael. Musiał w nieco szybszym tempie, niż zwykle się to czyni, wsiąść do samolotu i odlecieć z Tel Awiwu. W trakcie pożegnania z prezydentem Izraela Ehudem Olmertem padły bowiem strzały.
Jak podaje CNN, strzały padły z broni izraelskiego policjanta, który zabezpieczał lotnisko Bena Guriona.
Okazało się, że nie było to zamach, ale funkcjonariusz wybrał moment pożegnania dwóch prezydentów, by popełnić samobójstwo.
Na razie nie wiadomo, dlaczego policjant zdecydował się na tak desperacki krok. Efekt był taki, że prezydent Sarkozy w pośpiechu musiał wskoczyć do samolotu i natychmiast wraz ze swoją piękną żoną Carlą Bruni odleciał z Tel Awiwu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl