- powiedział pilot.
Sena przeżył 36 dni w Amazonii po tym, jak wyszedł bez szwanku z katastrofy swojego samolotu. Maszyna spadła na północ od Amazonki w stanie Para, na obszarze dziewiczego i niezamieszkanego lasu.
28 stycznia pilot wystartował z lotniska w małym miasteczku Alenquer na północnym brzegu Amazonki, udawał się do jednej z nielegalnych kopalni złota w sercu rezerwatu. Na pokładzie starej jednosilnikowej Cessny woził paliwo i sprzęt dla pracowników kopalni.
Po wypadku Sena przez tydzień nie odchodził od wraku samolotu, licząc na przybycie ekipy ratunkowej.
Po tygodniu zdecydował się sam poszukać ratunku. W ciągu miesiąca przeszedł zaledwie 28 km w prostej linii w dżungli, zanim trafił na brazylijskich zbieraczy orzechów.
Sena podczas marszu schudł 25 kg, niemal stracił wzrok, a jego ciało było pokryte ugryzieniami insektów.
Jaguary, anakondy, krokodyle...
Uważał, aby nigdy nie rozbijać obozu w pobliżu strumienia, gdzie groził mu atak jaguarów, anakond lub krokodyli. – wspomina.
Pilot podkreśla w rozmowie z francuskim dziennikiem, że przeżył i przetrwał 36 dni w Amazonii z dala od ludzi dzięki temu, że nie tracił nadziei i był pewien, że w ocali go Bóg. Przez cały czas myślał również o swojej rodzinie.
Sena - jak mówi - wyciągnął wnioski ze swojej przygody: nigdy więcej nie będzie wykonywał lotów "garimpo”, które w Amazonii są bardzo popularne, a piloci dostarczają zaopatrzenie do tajnych kopalni złota.
"Zmusiła mnie do tego pandemia"
- śmieje się Sena. Ale przyznaje, że wielu pilotów wykonuje tę pracę, która jest znacznie bardziej opłacalna niż lotnictwo komercyjne.
Administracja Jaira Bolsonaro przymyka oczy na tę nielegalną działalność, choć kopalnie zanieczyszczają rzeki rtęcią, niszczą florę i faunę oraz zagrażają sposobowi życia rdzennej ludności.
– mówi Sena, który chce podzielić się swoją opowieścią z innymi i pisze książkę, która ukaże się pod koniec kwietnia. Jej tytuł będzie brzmieć: "36 dni".