Pewne jest jedno: spekulacje o Haiderowskiej alkowie to dowód, że na osieroconej tragiczną śmiercią austriackiej skrajnej prawicy trwa bezpardonowa walka o władzę.

Reklama

"To, co łączyło Joerga i mnie było czymś więcej niż tylko przyjaźnią. Wciąż mam przed oczami dzień, w którym się poznaliśmy. Dokładnie pamiętam, w co był ubrany i co ja miałem na sobie..." - mówił łamiącym się głosem austriackiej telewizji Oe3 Stefan Petzner, który tuż po śmierci Haidera zastąpił swojego mentora na stanowisku szefa Związku dla Przyszłości Austrii (BZOe).

Ten 27-letni polityk od kilku dni w niezwykle emocjonalnych wystąpieniach publicznych na każdym kroku podkreśla swoje przywiązanie do zmarłego lidera, a każdą wizytę przed kamerą kończy we łzach. O ile jednak pierwsze zdania typu "wiem, że Joerg patrzy na mnie z nieba i mnie chroni" były składane na karb szoku i wzruszenia, o tyle najnowsze deklaracje Petznera zaczęły budzić powszechne poruszenie.

"Był dla mnie najważniejszy. Kochałem go. Nawet jego żona wiedziała, że między nami było coś szczególnego i rozumiała to" - tak smakowite kąski nie mogły ujść zainteresowania nie tylko bulwarowej prasy w całej Europie. Wprawdzie plotki o biseksualnych ciągotach premiera Karyntii były dla wiedeńskiej opinii publicznej tajemnicą poliszynela, do tej pory jednak żaden z długiej listy Haiderowskich protegowanych nie był tak bliski publicznego coming outu.

Wewnątrzpartyjni rywale Petznera natychmiast postanowili wykorzystać zamieszanie. Wczoraj na szefa klubu parlamentarnego BZOe wybrano niespodziewanie Josefa Buchnera, który nie należał do ścisłego grona Haiderowskich przybocznych. Ogłoszono natychmiast, że to on - a nie Petzner - poprowadzi partię w wielkiej polityce. Stało się tak, po tym jak misji poprowadzenia haiderowców nie podjęła się żona i matka dwóch dorosłych córek zmarłego polityka Claudia.

Wiedeńskie gazety relacjonowały w ostatnich dniach, jak do rodzinnej posiadłości Haiderów w Baerental pielgrzymować miały różne frakcje skłóconej skrajnej prawicy, prosząc o ratunek. "Dla wszystkich w Austrii jest jasne, że bez charyzmatycznego Joerga skrajna prawica szybko pójdzie w rozsypkę" - mówi DZIENNIKOWI politolog Anton Pelinka, jeden z najlepszych znawców fenomenu austriackiego prawicowego populizmu.

Ta walka cieszy przeciwników skrajnej prawicy, którzy obawiali się, że śmierć Haidera będzie raczej katalizatorem ponownego zjednoczenia dwóch skrajnych partii austriackiej prawicy FPOe i BZOe. Po wrześniowych wyborach obie - była i obecna - partie zmarłego "króla Karyntii" zdobyły w sumie 27 proc. głosów. Zjednoczone mogłyby stać się drugą siłą polityczną w Austrii.