Zuma zignorował nakaz sądu, by stawił się w celu odbycia kary w ciągu pięciu dni i pozostał w swojej posiadłości w miasteczku Nkandla, w południowo-wschodniej prowincji KwaZulu-Natal.

Reklama

Zgromadzeni przed posiadłością Zumy zwolennicy blokują policji możliwość wejścia na teren w celu aresztowania skazanego. Chcemy, żeby było to jasne. Zuma nie idzie do więzienia. Najpierw będą musieli przejść przez nas - tłumaczył jeden ze zgromadzonych Sibongiseni Bhengu.

79-letni były prezydent kilkakrotnie przemawiał do zebranych. Nie boję się iść od więzienia. Raz już tam byłem, walcząc o wolność i prawa, ale wygląda na to, że będę musiał zacząć tę walkę na nowo - mówił. Zuma odsiedział w więzieniu 10 lat w okresie apartheidu.

W obawie przed wzrostem napięcia oraz by zaapelować o zachowanie spokoju władze państwowe wysłały delegację do Nkandla. Wzmocniono także siły policyjne w regionie.

Zarzuty wobec Zumy

Zuma w okresie sprawowania urzędu miał działać na korzyść trzech braci biznesmenów Atula, Ajaya i Rajesha Gupty, którym to rzekomo pozwalał na żerowanie na zasobach państwa. Zarówno były prezydent, jak i biznesmeni zaprzeczają zarzutom.

Zuma był prezydentem RPA w latach 2009-2018. Podczas swoich 9-letnich rządów stawał wobec wielu oskarżeń o korupcję, pranie pieniędzy. Wcześniej, będąc wiceprezydentem, został też oskarżony o gwałt, choć ostatecznie sąd uniewinnił go w 2006 r.