Dziennik Gazeta Prawana logo

USA do Pakistanu: Weźcie się za terrorystów

4 grudnia 2008, 11:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pakistański prezydent Asif Ali Zardari zapowiedział wczoraj "zdecydowaną akcję" przeciw sprawcom zamachów w Bombaju oraz powtórzył obietnicę, że Islamabad pomoże Hindusom w śledztwie w tej sprawie. To efekt wizyty sekretarz stanu USA Condoleezzy Rice w Pakistanie. Tymczasem w Indiach ogłoszono kolejny alarm antyterrorystyczny - pisze DZIENNIK.

Szefowa amerykańskiej dyplomacji spotkała się w Pakistanie z prezydentem, premierem oraz szefem armii. "Przekonałam się, że ten rząd jest , skoncentrowany na zagrożeniu i rozumie odpowiedzialność związaną ze zwalczaniem terroryzmu i ekstremizmu" - mówiła Rice na konferencji prasowej. Według niej, rozmowy były "całkiem satysfakcjonujące", a rząd w Islamabadzie jest zdeterminowany w swojej walce z terrorystami.

Nie wiadomo jednak, czy Hindusi uwierzą w szczerość pakistańskich zapewnień. Już kilka dni temu władze indyjskie oświadczyły, iż sprawcy cieszyli się wsparciem Pakistanu. Na dodatek poziom zagrożenia zamachami w Indiach nie maleje. Wczoraj na lotniskach w trzech dużych miastach: Delhi, Bangalore i Madrasie ogłoszono alarm antyterrorystyczny. Według władz indyjskich istnieje duże prawdopodobieństwo, że bojownicy z tajemniczej grupy Mudżahedini Dekanu, która wzięła na siebie odpowiedzialność za zeszłotygodniowy atak w Bombaju, chcą porwać lub wysadzić samoloty pasażerskie startujące z tych miast.

>>>Amerykańska mediacja załagodzi konflikt?

"Możliwość <drugiego> czy <trzeciego poziomu> ataku jest całkiem spora" - przyznaje w rozmowie z nami Christopher Cushing, politolog z Uniwersytetu w Bradford. "To taktyka, która została już wielokrotnie wypróbowana w różnych regionach świata. Np. w Palestynie, po tym jak pierwszy zamachowiec wysadzał się w określonym miejscu, drugi odczekiwał chwilę i detonował bombę w tłumie uciekających ludzi" - dodaje. Taktykę mogą przyjąć też Mudżahedini Dekanu.

Wczoraj pasażerowie poproszeni zostali, by pojawiali się na lotnisku nawet co najmniej trzy godziny przed odlotem ich samolotu. Praktycznie wszystkie bagaże otwierały i sprawdzały służby ochrony portu, niemal każdy przechodził kontrolę osobistą. Na posterunkach sprawdzano wszystkie wjeżdżające auta. Stan alarmu obowiązuje zresztą w całych Indiach. W Bombaju właściciele hoteli i sklepów masowo instalują systemy kamer ochrony, skanery i inne zabezpieczenia. Wzmocniono ochronę dworców kolejowych.

Hindusi wydają na systemy bezpieczeństwa w sumie ok. 360 milionów dolarów rocznie. Zdaniem specjalistów to za mało. "Ludzie zaczynają traktować zabezpieczenia poważnie dopiero po tym, jak coś się wydarzy" - mówi Pramud Rao, szef pozarządowej organizacji Fire & Safety Association of India, zajmującej się sprawami bezpieczeństwa. "Poza tym jednak, Hindusi mają skłonność do tego, by myśleć, że Bóg będzie nad nami czuwał" - dodaje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj