- relacjonowała żona jednego z wojskowych z obwodu uljanowskiego w rozmowie z opozycyjnymi rosyjskimi mediami. - dodała kobieta.
Żona żołnierza interweniowała w rosyjskim resorcie
Żona żołnierza interweniowała w rosyjskim resorcie obrony. Podczas rozmowy z osobą obsługującą infolinię usłyszała, że opowieści zmobilizowanych mężczyzn z Ukrainy są "fejkiem". - relacjonowała.
Podobne doniesienia pojawiają się w przekazach wielu innych członków rodzin żołnierzy. W mieście Kursk na zachodzie kraju 50 osób zjawiło się w tamtejszej prokuraturze wojskowej, żądając wycofania zmobilizowanych mężczyzn z linii frontu. Bliscy rezerwistów mówili o "górach trupów" i tzw. oddziałach zaporowych, strzelających do dezerterów. Matka jednego z wojskowych powiadomiła, że w kompanii, w której jej syn służy na Ukrainie, już od tygodnia nie ma kontaktu z żadnym żołnierzem - czytamy na łamach Możem Objasnit'.
Dekret Putina
Putin wydał 21 września dekret o częściowej mobilizacji na wojnę z Ukrainą oraz zagroził "użyciem wszelkich środków", by bronić Rosji przed rzekomym zagrożeniem ze strony Zachodu. Według oficjalnych przekazów Kremla do wojska ma zostać powołanych około 300 tys. rezerwistów, lecz w ocenie niezależnego portalu Meduza mobilizacja może w najbliższych miesiącach objąć nawet 1,2 mln mężczyzn, głównie spoza dużych miast.
Tuż po decyzji Putina pojawiło się wiele doniesień o chaosie organizacyjnym podczas mobilizacji. Do armii powoływano m.in. osoby niepełnosprawne i bez doświadczenia w armii. Odnotowywano liczne przypadki pijaństwa wśród poborowych, alarmowano też o fatalnych warunkach zakwaterowania rezerwistów i niskiej jakości wydawanej im broni. We wrześniu i październiku setki tysięcy mężczyzn opuściło Rosję lub próbowało to uczynić, obawiając się wysłania na front.
Zmobilizowany Rosjanin trafia na wojnę średnio po siedmiu dniach od otrzymania wezwania, a ginie - po 12. Na polu walki spędza zaledwie około czterech dni - poinformował pod koniec października ukraiński projekt InformNapalm.