Dziennik Gazeta Prawana logo

"Musimy zwalczać wpływy Rosji na Ukrainie"

20 września 2009, 17:09
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Ukraina coraz bardziej obawia się rosyjskiego ataku. "Kremlowi chodzi o to, byśmy pamiętali, że Moskwa nigdy nie pogodziła się z utratą swoich wpływów tutaj" - tłumaczy w rozmowie z nami Borys Tarasiuk, były szef dyplomacji i czołowy przedstawiciel opcji prozachodniej nad Dnieprem.

Część ekspertów sądzi nawet, że Moskwa dąży do podziału Ukrainy. Dlatego w połowie września grupa tamtejszych intelektualistów z byłym prezydentem Leonidem Krawczukiem oraz pisarzami Jurijem Andruchowyczem i Oksaną Zabużko na czele zaapelowała w liście otwartym do członków Rady Bezpieczeństwa ONZ o nowe gwarancje bezpieczeństwa dla swojego kraju. Ich zdaniem nie można nawet wykluczyć rosyjskiego ataku na Ukrainę. "Rosyjskie kierownictwo świadomie obrało kurs na demontaż systemu bezpieczeństwa. Skutkiem takiej strategii jest eskalacja napięcia w stosunkach dwustronnych. Bezprecedensowo zaostrzono wojnę informacyjną przeciwko Ukrainie” - czytamy w liście.

Zaniepokojenie Ukraińców w ostatnim okresie wywołały m.in. brutalne oskarżenia o prowadzenie antyrosyjskiej polityki, jakie wystosował Dmitrij Miedwiediew, a także brak zgody Rosji na wycofanie Floty Czarnomorskiej z krymskiego Sewastopola po 2017 r., gdy wygaśnie umowa o udostępnieniu czarnomorskiego portu. Moskwa nie chce słyszeć o ewakuacji wojsk. Ukraina nie może też liczyć na pomoc Zachodu, co coraz wyraźniej sugerują europejscy przywódcy. Konflikt polityczny nad Dnieprem i wojna w Gruzji zniweczyły zaś szanse na wejście do NATO.

DZIENNIK GAZETA PRAWNA rozmawia z byłym szefem Ukraińskiego MSZ Borysem Tarasiukiem o sposobach na zapewnienie bezpieczeństwa Ukrainie.

BORYS TARASIUK: To, że Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie wojnę informacyjną, nie jest niczym nowym. Wątpię jednak, by werbalne ataki, jak chociażby niedawny agresywny list Dmitrija Miedwiediewa do Wiktora Juszczenki, doprowadziły do wojny. W naszej historii mieliśmy już trudniejsze sytuacje, jak choćby w latach 1992 – 1993, kiedy konflikt zbrojny faktycznie wisiał na włosku. Ale zarówno politycy, jak i wojskowi z obu krajów potrafili się w końcu porozumieć i uniknęliśmy katastrofy.


Tyle że Ukraina to nie Gruzja. Nie mamy u siebie separatystów, których nie kontrolujemy. Porównywanie Krymu do Abchazji i Osetii to przecież niedorzeczność. Na półwyspie całkiem normalnie funkcjonują władze centralne i lokalne. Stacjonują tam nasze jednostki. Nie ma najmniejszego podobieństwa z Gruzją. Dodatkowo z ostatnich badań wynika, że 60 proc. Ukraińców jest gotowych bronić swojej ojczyzny, gdyby została ona zaatakowana. Niezależnie od tego, czy są ze wschodu, czy też zachodu Ukrainy. To o czymś świadczy.


Rosji chodzi przede wszystkim o to, byśmy pamiętali, że Kreml nigdy nie pogodził się z utratą swoich wpływów tutaj. Dlatego też co jakiś czas rozpoczyna wojny gazowe albo pisze niedorzeczne listy. W tej chwili ważny jest jeszcze jeden motyw: na Ukrainie zbliżają się wybory prezydenckie. A Moskwa po prostu daje do zrozumienia, jaki kandydat jest dla niej do przyjęcia, a jaki nie. Najzwyczajniej w świecie próbuje wpływać na naszą wewnętrzną politykę.


Musimy liczyć przede wszystkim na siebie. Nie spychamy własnych problemów na kogoś innego. Oczywiście byłoby miło, gdyby takie instytucja jak NATO czy Unia Europejska zauważały, jak Rosja próbuje wywierać na nas wpływ, i ostro na to reagowały. Ale nikt za nas samych nie załatwi tych problemów. Jeśli natomiast chodzi o gwarancje bezpieczeństwa, to nie ma sensu wymyślać jakichś nowych instytucji i konstrukcji, tylko trzeba usprawnić istniejące.


W grudniu 1994 r. w Budapeszcie Ukraina zrzekła się znajdujących się na jej terytorium arsenałów atomowych. Niejako w zamian Rosja, Wielka Brytania i USA podpisały memorandum, w którym dawały nam gwarancje bezpieczeństwa. Później dokument ten został także przyjęty przez Francję i Chiny. Kraje te, które są członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ, zagwarantowały np., że Ukraina nie stanie się obiektem ataku z użyciem broni atomowej czy też z użyciem środków ekonomicznych. Nie wolno też naszemu krajowi grozić zastosowaniem takich środków. Jednak Rosja już wielokrotnie złamała te regulacje.


Władimir Putin pod koniec swojej drugiej kadencji prezydenckiej oświadczył np., że Rosja może użyć broni strategicznej, jeśli Ukraina wstąpi do NATO. Nie liczę już, ile razy Moskwa groziła nam zakręceniem kurka z gazem. Kilka razy faktycznie spełniła tę groźbę. Kraje, które podpisały memorandum z Budapesztu, albo nie zareagowały wcale, albo zrobiły to bardzo... dyplomatycznie. I to właśnie należy zmienić. To jest główne zadanie dla naszych dyplomatów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj