Jarosław Kaczyński wspomina czas, w którym po raz pierwszy zetknął się z obecnym prezydentem. "Na przełomie 1979/1980 roku jego nazwisko trochę błysnęło. Skazano go na miesiąc aresztu po uroczystościach 11 listopada" - pisze szef PiS. Z jego relacji wynika, że Bronisław Komorowski wpadł w ręce milicji dość przypadkowo. "(...) Tajniacy próbowali na Placu Zamkowym nie tyle rozpędzić tłum, co atakowali, szarpali, a później się wycofali. I później zrobiono proces trzem osobom, w tym Komorowskiemu, który znalazł się tam dosyć przypadkowo" - brzmi relacja Kaczyńskiego. Jak dodaje prezes PiS, właśnie ten "nie należący do przyjemnych" pobyt w areszcie jest dziś dla Komorowskiego "głównym powodem do chwały".

Reklama

Osobna relacja dotyczy 2005 roku, kiedy to wybory parlamentarne wygrał PiS. Wówczas, gdy PO zaproponowała dzisiejszego prezydenta na stanowisko marszałka Sejmu, Kaczyński protestował. "Propozycję zrobienia Komorowskiego marszałkiem Sejmu odebraliśmy jako wyraźne powiedzenie, że żadnej koalicji PO-PiS nie będzie. Nie może być koalicji, jeśli superważną dla funkcjonowania rządów funkcję ma pełnić osoba całkowicie wroga" - wyjaśnia Kaczyński. Jak dodaje, jego partia proponowała wówczas, by marszałkiem został Donald Tusk, "bo on formalnie był za koalicją".