Rutkowski oświadczył, że . Zaprzeczał, by chodziło o milion, o jakiej to sumie mówił Olewnik. Zasugerował, że pieniądze mógł wyłudzić od rodziny informator agencji Andrzej K., z którym współpracował w sprawie wyjaśniania innych porwań i kradzieży samochodów.
"Cieszę się, że mogę przed komisją wyjaśnić nieoficjalne zarzuty, jakie mi się stawia - bo (...), gdybym wziął choć złotówkę poza fakturą, pewnie dziś bym siedział" - oświadczył na początku przesłuchania Rutkowski.
Według detektywa, to Andrzej K. próbował - powołując się na swoje związki z biurem detektywistycznym - dotrzeć do rodziny Olewników jesienią 2001 roku, tuż po porwaniu Krzysztofa Olewnika. On sam - jak zeznał - .
. Zeznając powiedział, że telewizja odmówiła udziału w dokumentowaniu działalności biura w sprawie Olewnika. Zasugerował, że powodem była zbyt duża liczba porwań, o których mówiono w programie telewizyjnym Rutkowskiego. "" - powiedział.
Według Rutkowskiego, . Zauważył, że impreza z października 2001 r., po której go porwano, była zorganizowana dla funkcjonariusza policji, którego miał przeprosić za to, że wcześniej mu naubliżał. "" - powiedział Rutkowski, powołując się na uzyskane informacje.
Ocenił on, że motywem porwania nie były interesy, które prowadzić miał Krzysztof Olewnik. "" - powiedział. Zastrzegł, że choć o zmarłych nie mówi się źle, to zdobyte przez biuro informacje nie ukazywały Krzysztofa Olewnika w dobrym świetle - stąd trwające dłuższy czas założenie, że .