Doskonale znał metody komunikacji państw NATO. Z naszych informacji wynika, że brał udział w szkoleniach tzw. nielegałów, czyli agentów wysyłanych w świat bez dyplomatycznego statusu. Zielonka przez wiele lat szyfrował depesze wojskowego wywiadu.

Oficjalnie w Służbie Wywiadu Wojskowego usłyszeliśmy, że niczego nie może komentować. A wojskowa prokuratura przedłużyła niedawno o kolejne trzy miesiące śledztwo prowadzone pod kątem dezercji chorążego.

Zaginięcie szyfranta ze Służby Wywiadu Wojskowego "Dziennik" ujawnił w maju 2009 r. Wówczas służby bagatelizowały sytuację, przekonując, że najpewniej popełnił on samobójstwo. Potem jednak ujawniliśmy, że Zielonka musiał się przygotować do zniknięcia, bo zabrał ze sobą rzeczy osobiste. Ale nie pokaźne oszczędności, jakie miał na koncie.

– Pamiętam cyniczne wypowiedzi szefów naszych służb zapewniających, że szyfrant znajdzie się, gdy tylko spadną liście z drzew. W ten sposób sugerowali samobójstwo. Liści dawno nie ma i nadal brak odpowiedzi na zagadkę zniknięcia. Bardzo źle to świadczy o naszych służbach i wzmacnia hipotezę, że chorąży zdradził – mówi szef sejmowej komisji ds. służb specjalnych Konstanty Miodowicz.

Trop wiodący na Daleki Wschód jest dziś poważnie rozważany w polskich służbach. Choć od wpłynięcia pierwszego sygnału mówiącego o takiej możliwości minęło już kilka miesięcy, to nadal nie ma pewności, czy jest on prawdziwy. – Ale tylko dla osób niezorientowanych w świecie służb brzmi on jak żart – przyznaje jeden z naszych rozmówców związany z Agencją Wywiadu.


Chińczycy działają globalnie

W zgodnej opinii ekspertów chińskie służby już od kilku lat działają globalnie: od małych krajów w Afryce po szeroko zakrojoną działalność w USA. FBI, które zajmuje się kontrwywiadem, przyznaje, że najpoważniejszym wyzwaniem są chińscy szpiedzy. Poszukują oni informacji rządowych, a także starają się wykradać tajemnice przemysłowe. Rok temu FBI zatrzymało Gregga Bergersena, który zdradzał Chińczykom tajemnice Departamentu Obrony. Według australijskich służb specjalnych na stałe działa u nich tysiąc chińskich szpiegów. Także rosyjskiej FSB udało się już kilkakrotnie zdemaskować szpiegów.

Tymczasem szyfrant mógł im zaoferować wiele: doskonale znał metody komunikacji państw NATO. Z naszych informacji wynika, że brał też udział w szkoleniach tzw. nielegałów. Przez wiele lat szyfrował depesze wojskowego wywiadu. Dzięki temu może udzielić wskazówek, które pomogą trafić na ślad tajnych współpracowników. Po ponad 20-letniej karierze nasze wojskowe służby nie mają dla niego wielu tajemnic.

Cios w prestż armii

Spełnienie się takiego scenariusza w opinii naszych rozmówców oznacza poważne problemy dla wszystkich służb państw NATO. A zarazem jest to potężny cios zadany prestiżowi naszej armii. – Dla naszego wojska znacznie lepiej byłoby, gdyby popełnił on samobójstwo. To dlatego tak długo lansowano tę teorię zniknięcia Zielonki – wyjaśnia nasz rozmówca związany z wywiadem.

Szyfrant miał powody, by zerwać z dotychczasowym życiem. Jego małżeństwo się rozpadało, miał kłopoty w pracy. Jako żołnierz zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych od dwóch lat czekał na zakończenie procesu weryfikacji. Ale sam moment zniknięcia wybrał ewidentnie, tak aby jak najpóźniej to zauważono. Przez kilka dni jego żona myślała, że jest w pracy, a przełożeni, że przedłużył zwolnienie lekarskie. To wzmacnia teorię o zdradzie.


Co na to służby i prokuratura? Oficjalnie w Służbie Wywiadu Wojskowego usłyszeliśmy jedynie: – Jesteśmy w trudnej sytuacji, gdyż śledztwo prowadzi prokuratura. Nie możemy więc niczego komentować.

ABW organizuje specgrupę

Podobnie oszczędnie wypowiada się wiceszef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie pułkownik Ireneusz Szeląg: – Przedłużyliśmy niedawno o trzy miesiące śledztwo prowadzone pod kątem dezercji chorążego. Niestety, sprawa jest istotna dla bezpieczeństwa państwa i nic więcej nie mogę powiedzieć.

Jak się dowiedział DGP, przypadek zaginięcia szyfranta poważnie potraktowano w cywilnych służbach. Kierownictwo ABW zdecydowało, że powoła do życia specjalną komórkę zajmującą się poszukiwaniami. Najpewniej powstanie ona w centrali Agencji, w departamencie postępowań karnych.

Zadaniem tej komórki ma być poszukiwanie osób ważnych dla bezpieczeństwa państwa. – Sprawa szyfranta pokazała, że brakuje takiego ogniwa. Dziś szukają go policjanci. Ale trudno od nich oczekiwać, że w świecie służb będą równie skuteczni jak w przypadku groźnych przestępców. Służby zawsze będą przed nimi ukrywać swoje tajemnice – uważa oficer z ABW.


OPINIA

Dr Kerry Brown

Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych

Chiński wywiad interesuje się właściwie każdym krajem na świecie, więc nie byłbym szczególnie zaskoczony, gdyby w jakiś sposób był też aktywny w Polsce.

Pekin nieustannie poluje na informacje, zwłaszcza dotyczące nowoczesnych technologii, ale też polityki i wojskowości. Chiński wywiad ma niemal nieograniczone zasoby kadrowe i finansowe, więc nawet zwerbowanie szyfranta – choć nie jest to spektakularny sukces – przynosi wymierne korzyści polegające na dostępie do kodów, a także systemu procedur obowiązujących w odpowiednich służbach.

Nie byłby to też pierwszy przypadek zwerbowania agenta w kraju należącym do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Słyszałem o co najmniej dwóch podobnych przypadkach w USA – choć dotyczyły one agentów znacznie wyżej postawionych w hierarchii niż szyfrant. W Europie podobna historia zdarzyła się najprawdopodobniej we Francji.

Nowe państwa członkowskie NATO wydają się niestety znacznie bardziej wystawione na cel Pekinu. Starzy członkowie mają z Chińczykami więcej doświadczeń. Warto więc poszukać tam odpowiednich wzorców kontrwywiadowczych