Dwunastoletnia dziewczynka z Przemyśla ocaliła życie czworga rodzeństwa, dzwoniąc pod numer alarmowy straży pożarnej. W mieszkaniu, w którym były dzieci, wybuchł ogień. Policja sprawdza teraz, dlaczego maluchy były same, bez rodziców - podaje radio RMF.
Dzieci lekko podtruły się dymem. Dlatego do poniedziałku pozostaną na obserwacji w szpitalu. Mogło się jednak skończyć gorzej, gdyby nie przytomność umysłu najstarszej z rodzeństwa. To ona zadzwoniła do straży pożarnej. Spokojnie i rzeczowo wyjaśniła, że w mieszkaniu "zapaliły się ciuchy". Potem wyprowadziła z domu wszystkie dzieci, w tym dwumiesięczne niemowlę.
Według radia RMF, rodzeństwo było bez opieki, bo ojciec w tym czasie był z szóstym dzieckiem u lekarza, matka zaś prawdopodobnie wyszła do sklepu. Policja ustaliła, że oboje byli trzeźwi. Na początku przyszłego tygodnia zostaną przesłuchani. Być może usłyszą zarzuty.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl