Dziennik.pl logo

Ekspert zwraca uwagę: Rosjanie mogli skierować rakietę do Polski specjalnie

Władimir Putin
Władimir Putin/Shutterstock
"Rosyjska rakieta mogła znaleźć się nad Polską w wyniku wcześniejszego uszkodzenia, np. przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, ale mogła też zostać tu skierowana przez Rosjan celowo" – zwraca uwagę komandor, porucznik rezerwy Maksymilian Dura. Zarazem ekspert ma wątpliwości co do konkretnych ustaleń Ukraińców na tym etapie.

W czwartek o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godz. 3.46 obiekt zanikł, miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia – podało w czwartek Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Ukraińcy: Przestrzeń powietrzną Polski naruszył rosyjski pocisk Ch-101

Jak poinformował szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha, podczas nocnego, zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę w czwartek, przestrzeń powietrzną Polski naruszył rosyjski pocisk manewrujący Ch-101.

Ch-101 to pocisk przenoszony przede wszystkim przez bombowce Tu-95MS i Tu-160. Jak czytamy w branżowym serwisie Missile Threat, został zaprojektowany do precyzyjnego rażenia celów naziemnych z odległości przekraczającej 2,5 tys. km, lecąc na bardzo małej wysokości i wykorzystując systemy nawigacji inercyjnej, GLONASS oraz dopasowanie ukształtowania terenu, co utrudnia jego wykrycie. Jego zasięg maksymalny to 4 tys. km. Może przenosić konwencjonalną głowicę bojową o masie ok. 400–450 kg, natomiast nie można instalować na tej platformie głowicy jądrowej (tę możliwość posiada CH-102 zdolny do przenoszenia głowicy jądrowej o mocy do 250 kt). Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę jest jednym z podstawowych środków rosyjskich uderzeń dalekiego zasięgu.

W rozmowie z PAP kmdr Dura wyraził wątpliwość, czy strona ukraińska ma podstawy, żeby już teraz twierdzić, że obiektem, który spadł w Polsce, był akurat CH-101. Przyznał natomiast, że obecnie można uznać, że to rzeczywiście była rosyjska rakieta manewrująca.

Ekspert: Z całą pewnością nie był to dron kamikadze typu Gierań czy Shahed

Obiekt spadł ok. 40 km od granicy. Z tego, co przekazało ministerstwo obrony, dystans od granicy pokonał w 6 minut, więc musiał lecieć z prędkością powyżej 400 km/h. Teoretycznie mógł to być też dron z silnikiem odrzutowym, bo i takie są stosowane do ataków na Ukrainę. Natomiast z całą pewnością nie był to dron kamikadze typu Gierań czy Shahed, bo te latają z prędkością 200 km/h – zauważył ekspert.

Zapytany o powód tego, że obiekt znalazł się nad Polską, Dura ocenił, że jest mało prawdopodobne, by był to skutek działania ukraińskich systemów walki elektronicznej, przez które rakieta się "zgubiła".

Używane przez Rosjan rakiety manewrujące mają możliwość tzw. mapowania terenu. Orientują się nie tylko na podstawie GPS-u, ale też na podstawie różnych innych systemów. Zakłócanie GPS-u z poziomu ziemi, jest zakłóceniem idącym do odległości horyzontalnej. Oznacza to, że promień systemu zakłócającego wynosi ok. 30 km. Rakieta, po wyjściu z obszaru zakłócenia, wraca na swój tor – wyjaśnił kmdr Dura.

Ekspert: Może być tak, że Rosjanie po prostu nas punktują

Jak wskazał, prawdopodobnie rakieta została uszkodzona przez systemy obrony przeciwlotniczej, albo Rosjanie skierowali ją nad Polskę specjalnie. Biorąc pod uwagę desperację Rosjan i to, w jak trudnej są obecnie sytuacji, może być tak, że oni po prostu nas punktują. Takie przypadki będą się zdarzały – podkreślił.

Ekspert zapytany, jaki ładunek mogła przenosić rakieta, ocenił, że tego typu środki są zazwyczaj wyposażane w głowice odłamkowo-burzące, które nie służą do głębokiej penetracji, np. w celu niszczenia bunkrów, lecz do niszczenia budynków i powodowania jak największych strat. Rosjanie uzbrajają je różnie – pamiętajmy, że im większy ładunek, tym mniejszy zasięg rakiety. W tym przypadku można stwierdzić, że przenosiła głowicę bojową, kilkaset kilogramów ładunku. Gdyby była nieuzbrojona, wbiłaby się po prostu w ziemię, jak w grudniu 2022 r. pod Bydgoszczą – ocenił kmdr Dura.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
oprac. Piotr Kozłowski

Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraOpozycja wytacza działa. "Rząd zawiódł. Dlaczego obiekt nie został zestrzelony?" »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj