Dziennik Gazeta Prawana logo

Nasi żołnierze jadą do piekła

21 kwietnia 2008, 01:10
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
W Czadzie, gdzie nie ma wody, żywności i dróg, a temperatury sięgają w cieniu 40 st. C, rozpoczyna się jedna z najtrudniejszych polskich misji humanitarnych. Jutro do Afryki wylecą ostatni żołnierze z 70-osobowej grupy, która przygotuje teren pod polski obóz - czytamy w DZIENNIKU.

Nasi żołnierze będą w Czadzie pomagać uchodźcom z sąsiedniego Sudanu, chronić przed miejscowymi przestępcami VIP-ów z ONZ oraz konwoje z pomocą humanitarną. W rejonie ich stacjonowania jest 12 obozów dla uchodźców oraz 30 obozów dla przesiedleńców z sudańskiej prowincji Darfur, gdzie od pięciu lat trwa wojna domowa - pisze DZIENNIK

Sudańscy rebelianci zapuszczają się stamtąd na wypady do Czadu. To oni oprócz upału i chorób będą największym zagrożeniem dla Polaków. "Byłem na sześciu misjach. Myślałem, że najgorsza była w Kambodży. Ale to, co zobaczyłem w Czadzie, przekracza wszystko, co można sobie wyobrazić" - opowiada chor. Krzysztof Ochmański.

Na razie w miejscu, gdzie stanie obóz dla 400 Polaków i 115 pracowników ONZ, jest 7-hektarowe pole. Nasi żołnierze muszą wykarczować i obwałować teren, zbudować rurociąg, podłączyć prąd. Będą mieszkać w namiotach. Później, gdy drogą morską zostaną dostarczone materiały budowlane, rozpocznie się instalowanie łączności i budowa kampu.

Już w środę w Iribie na wschodzie Czadu, gdzie stanie polska baza, będzie łącznie 70 Polaków. Kolejne grupy dotrą tam w maju i czerwcu, a największa - w sierpniu. Na żołnierzy czyha wiele niebezpieczeństw. "Głównym problemem może być przystosowanie się do afrykańskiego klimatu. W cieniu jest tam teraz ponad 40 st. C" - mówi ppłk Marek Gryga, który będzie zastępcą dowodcy polskiego kontyngentu.

Czad zajmuje czwartą pozycję w rankingu najbiedniejszych państw świata. Ludność głoduje, dziesiątkują ją choroby. Według wojskowych epidemiologów przed ukończeniem piątego roku życia na skutek chorób i niedożywienia umiera tam co piąte dziecko. W Czadzie jest zarejestrowanych zaledwie 37 farmaceutów i 15 stomatologów. To dlatego żołnierzom zaaplikowano przez wyjazdem gigantyczną dawkę szczepionek. "Przeciwko błonicy, tężcowi, wirusowi zapalenia wątroby, żółtej febrze, durowi brzusznemu, wściekliźnie, meningokokom, chorobie Heinego-Medina, kleszczowemu zapaleniu mózgu" - wylicza kpt. Krzyszof Plażuk, który w sierpniu jedzie do Czadu. "Na miejscu codziennie będziemy brali leki przeciwko malarii".

By uniknąć zakażeń, woda ze studni posłuży naszym żołnierzom co najwyżej do kąpieli. Do picia, a nawet do mycia zębów będą używać wody butelkowanej. Polacy mogą mieć też poważne problemy komunikacyjne. W Czadzie obowiązują dwa języki urzędowe: francuski i arabski, jednak miejscowa ludność mówi w 120 różnych dialektach. "Jeśli coś stanie się poza bazą, będziemy musieli sobie jakoś radzić. W razie problemów połączymy się z dowódcami" - mówi Plażuk. "Choć w Czadzie nie ma wojny jak w Afganistanie czy Iraku, sytuacja jest tam nieprzewidywalna. To jest trudny kraj" - dodaje dyrektor generalny MON Jacek Olbrycht.

p

Izabela Leszczyńska: W Czadzie mówi się po francusku, arabsku oraz w dialektach. Czy Polakom wystarczy pomoc arabskich tłumaczy? Czy dogadają się po angielsku, który sami znają?

O. Tomasz Wołoszyn*: Mieszkańcy Czadu władają wieloma językami. Używają arabskiego, ale ma on naleciałości czadyjskie. Mogą więc pojawić się problemy w komunikacji. Z kolei ludzi mówiących po angielsku w Afryce nie spotkałem. Logiczne więc byłoby, gdyby do polskiego kontyngentu włączono także francuskich tłumaczy.

Napady rabunkowe. Ja byłem świadkiem pięciu. Bandyci idą jak hieny. Gdy szukają pieniędzy, potrafią przeszukać samochód do sprężyn, pociąć tapicerkę. Życie ludzkie się nie liczy. Ktoś może otworzyć ogień. Niebezpieczne mogą być też kontakty z miejscowymi dziewczynami. Szerzy się AIDS. Rodziny mogą oskarżyć żołnierza o spłodzenie dziecka i zażądać wiana. Gdy nawet nie jest ojcem, mogą jakieś dziecko znaleźć i pozwać wojaka do sądu. Z sądem on nie wygra. W miastach z kolei trzeba uważać, żeby dziecka nie potrącić. Jeśli do tego dojdzie, lepiej je zabrać i jechać na policję lub do szpitala albo uciekać. Ludność na ulicy może dopuścić się samosądu. Widziałem taką sytuację – kierowcę wywleczono z auta i zabito maczetą.

*Tomasz Wołoszyn, kapucyn, misjonarz, 5 lat spędził w Republice Środkowej Afryki, jeździł do Czadu. Prowadził szkolenie kulturowe dla żołnierzy

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj