Dziennik Gazeta Prawana logo

Pracownica hipermarketu: Narzekają tylko lenie

22 października 2008, 00:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pracownica hipermarketu: Narzekają tylko lenie
Inne
DZIENNIK pisał o wyzysku pracownic supermarketów. Z badań przygotowanych na zlecenie koalicji Karat wynikało, że kobiety zatrudnione w wielkich sklepach pracują ponad siły, po kilkanaście dni z rzędu. Zdarza się, że nie mają czasu zjeść śniadania, a gdy próbują walczyć o swoje prawa, tracą premie. Czy te praktyki są rzeczywiście powszechne? Na to pytanie odpowiada wieloletnia kasjerka w hipermarkecie w Małopolsce.


Nie i nigdy nie byłam. O tym, że kasjerki siedzą w pampersach, bo nie mają czasu wyjść do toalety, słyszałam tylko z mediów. Dlatego zawsze mnie złościło, gdy jakiś klient pytał mnie porozumiewawczym szeptem, czy noszę pieluchę. W moim sklepie czegoś takiego nie było.


Może na początku, gdy byliśmy jedynym dużym sklepem w mieście, bywało ciężko. Zdarzało się, że kolejki do kas były tak długie, iż pierwszą przerwę mogłam sobie zrobić dopiero po sześciu czy siedmiu godzinach. Czasami musiałam także sprzątać magazyn. Ale to przeszłość. Natomiast nigdy nie zmuszano mnie do rozładowywania towaru.


Kiedy było naprawdę ciężko i w sklepie kłębiły się tłumy, kierowniczka rozdawała nam batony czekoladowe, które gasiły pierwszy głód. Ale teraz sklepów jest mnóstwo i nie ma takich kolejek. Teraz jest po prostu super, pod każdym względem.


Mamy świetne zaplecze socjalne, szefowie pilnują, żeby grafik dyżurów był zgodny z kodeksem. Pracujemy na zmiany, więc między początkiem jednej a następną muszą minąć 24 godziny.


Skądże. Kiedy kończę dyżur, schodzę z kasy, i koniec. Zastępuje mnie koleżanka z następnej zmiany. Ale nawet kiedy jest sezon grypowy i połowa kasjerek choruje, nie ma szaleństwa. Po prostu sadza się na kasie przeszkolonych pracowników hali.


Mogę. Nie lubię nosić ciężarów, a ciągle muszę przesuwać kartony mleka, cukru czy mąki, które klienci przywożą na wózkach do kasy. Nie lubię też pracy w niedziele i święta, a kilka razy w miesiącu muszę. Ale przecież przyjmując się do tej pracy, wiedziałam, jakie będą moje obowiązki (śmiech).


Takie rzeczy powtarzają chyba tylko te panie, którym strasznie nie chce się pracować. Ja jestem bardzo zadowolona, także z mojej pensji, która stale rośnie. Zawsze narzekają te kobiety, które pracują krócej, a na dodatek często chorują.


Nie! Żadna z dziewczyn tak nie robi, bo to byłoby idiotyczne siedzieć na kasie i smarkać na oczach klientów. Nawet kiedy miałam operację, po której byłam na miesięcznym zwolnieniu, nikt nie miał o to do mnie pretensji. Więc jakoś nie chce mi się wierzyć, że ktoś traci premię, bo zachorował.


Zasady są jasne. Istnieje coś takiego jak "tajemniczy klient", który na zlecenie firmy sprawdza, jak zachowuje się obsługa sklepów. Wszyscy wiemy o jego istnieniu, więc komu zależy na premii, po prostu dobrze pracuje. I tyle.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj