O tym, jak trudno jest wydrukować obcą walutę, przekonali się graficy "Neesweeka", którzy na okładce tygodnika chcieli umieścić zdjęcie szwajcarskiego franka. "Wielokrotnie powtarzane próby wydrukowania okładki z banknotem kończyły się tak samo. Na ekranie komputera pojawiał się napis, że fałszowanie pieniędzy jest przestępstwem" - usłyszeliśmy w redakcji "Neewsweeka".

Reklama

Jak się okazuje, oprogramowanie części komputerów, drukarek i kserokopiarek zawiera specjalne zabezpieczenie, które uniemożliwia powielanie banknotów. "To algorytm zabezpieczający przed drukowaniem zeskanowanych banknotów. Program analizuje punkty na skanowanym obrazku i orientuje się, że ma do czynienia z banknotem. Wtedy uaktywniają się zabezpieczenia" - mówi DZIENNIKOWI Paweł Molga z firmy Adobe, potentata na rynku oprogramowania graficznego.

Jak to działa, sprawdziliśmy w redakcji DZIENNIKA - przy próbie kserowania euro i dolara na ekranie kopiarki pojawia się informacja o uruchomieniu zabezpieczenia. Za to złotówki można powielać do woli.

>>>Nawet dzieci potrafią fałszować złotówki

Wprowadzenie bariery to efekt porozumienia banków centralnych z 31 krajów, które chcąc chronić swe waluty przed podrabianiem, kilka lat temu powołały specjalną grupę ds. powstrzymywania fałszerstw pieniądza (CBCDG). Co ciekawe, należy do nich również Polska. Mimo to złotówka nie została objęta ochroną. Dlaczego - nie wiadomo. Narodowy Bank Polski, do którego zwróciliśmy się z tym pytaniem, nie udzielił nam jeszcze odpowiedzi.

Przed podrabianiem chroniony jest amerykański dolar, funt brytyjski, japoński jen, czeska korona, a nawet manat azerbejdżański i bat tajski - w sumie 17 walut.

Tymczasem w Polsce podrabianie pieniędzy to dość powszechnie popełniane przestępstwo. W ubiegłym roku policjanci wykryli ponad 3,5 tys. przypadków, o ponad sto więcej niż w 2007.

>>>Fałszywe stuzłotówki zalewają Lublin

Jak informuje Komenda Główna Policji, sprawcami dużej części z nich są osoby korzystające właśnie z popularnych drukarek i kserografów. "Przykładem może być sprawa dwóch gimnazjalistów, którzy w ubiegłym roku przez jakiś czas płacili 20- i 10-złotówkami domowej produkcji w szkolnym sklepiku" - mówi Kamila Szala z biura prasowego KGP.