. Najpierw szumnie ogłoszono rządową akcję "Powroty", a w styczniu rozpoczęła się kampania "12 miast". . Grzegorz Małkiewicz, który mieszka w Londynie od ponad 20 lat, wziął udział w dwóch takich prezentacjach: Szczecina i Poznania. " - mówi. "Prezydenci chwalili się muzeami i imprezami. Szkoda tylko, że nie zaprosili przedstawicieli brytyjskich organizacji turystycznych, bo może wtedy byłby z tego jakiś pożytek" - kwituje.
, a akcję promocyjną uznano za wielki sukces. Kilka tygodni później w lokalnej prasie ukazał się jednak list rozżalonej mieszkanki do prezydenta Szczecina: "Po co wizyty, nagabywania do powrotu? (...) W Wielkiej Brytanii może jest bardziej wietrznie i deszczowo, ale nawet sprzątacz jest w stanie utrzymać się ze swojego wynagrodzenia (...). . Ogromnie żałuję decyzji o powrocie" - napisała kobieta. Rzecznik urzędu miasta Piotr Landowski odpiera te zarzuty. "Zaoferowaliśmy 700 miejsc pracy dla informatyków i finansistów" - mówi.
: "No tak. Media piszą o akcji. Ale w rzeczywistości dla emigrantów".
: ". Bo my wybieramy się do Londynu dopiero w grudniu".
: "Mimo najszczerszych chęci ".
: ".
. "Katowice to fantastyczny wybór!" - śmieje się do słuchawki Jakub Jarząbek z działu promocji. "Pomożemy w zakupie mieszkania, znalezieniu pracy i założeniu działalności gospodarczej" - wylicza. "Niestety. Mam tylko ofertę dla osoby ze średnim wykształceniem w charakterze recepcjonisty" - uprzejmie informuje urzędniczka.
"Chcieliśmy, żeby lokalni politycy pokazali, co rzeczywiście mają do zaoferowania Polakom na Wyspach. Jeśli nie mają nic, to też jest ważna informacja. Choćby dlatego, że może kogoś odwieść od powrotu w ciemno" - tłumaczy Wojciech Ostrowski. .