>>>Zwiedź Londyn śladami "Misia"

Aleksandra Kaniewska: "Sir, you can cash your check now" - zakomunikował pan Stanisławowi Tymowi, który z lubością wpakował za pazuchę płaszcza zwitek brytyjskich funtów. Jak to się stało, że wziął pan udział w jednej z najbardziej kultowych polskich komedii?
Jan Pieńkowski: Moja kuzynka, Agnieszka Putowska-Tomaszewska, warszawska architekt, przyjaźniła się ze StanisławemTymem i innymi jeszcze aktorami. I to przez nią właśnie poznałem bohatera "Misia", wiele lat przed powstaniem filmu. Pamiętam go jako bystrego i prześmiesznego młodego chłopaka. Trudno się zresztą dziwić, bo było to pewnie z 40 lat temu. I to podczas któregoś ze spotkań w Warszawie zgadaliśmy się co do zdjęć w Londynie. Produkcja wiedziała, że mieszkam tam od lat, mówię płynnie po angielsku i mogę pomóc.

Reklama

I rzeczywiście pan pomógł. Podobno zdjęcia w banku były załatwione właśnie dzięki panu.
Zasugerowałem bank, w którym byłem klientem pewnie jeszcze za czasów nastoletnich, National Westminster Bank z oddziałem gdzieś w City. To był niesamowity dzień. Nie pamiętam dokładnie ustaleń, ale na pewno ekipa produkcyjna dostała pozwolenie na kręcenie zdjęć w środku banku. Problem pojawił się za to, kiedy miałem usiąść po drugiej stronie okienka, niczym profesjonalny kasjer. Nie chcieli się na to zgodzić, ze względów bezpieczeństwa oczywiście. Całe szczęście, udało mi się ich przekonać, że cała procedura potrwa tylko chwilę i że niczego nie będziemy dotykać.

Ale przecież użyliście w tej scenie bankowego telefonu, to był kluczowy rekwizyt!
No tak, ale na szczęście nikt się nie dowiedział. Zresztą, z tego co pamiętam, cała ta inscenizacja była dosyć spontaniczna. Byłem bardzo zdenerwowany, bo przecież nigdy wcześniej nie grałem w filmie. Pytałem się nawet prawdziwych kasjerów, co w takiej sytuacji by powiedzieli. Ale później nikt i tak nie trzymał się scenariusza. Mieliśmy takie poczucie, że uczestniczymy w czymś niesamowitym. Zabawa była przednia.

Był pan jeszcze później z ekipą w trakcie zdjęć, np. w sklepie pana Jana?
Niestety nie, musiałem wracać do pracy. Dopiero później obejrzałem efekty pracy Barei i reszty zespołu. Wyszła z tego niesamowita komedia. Mam zresztą w domu płytę z filmem, oglądałem ją już wiele razy.

Pewnie większość brytyjskich fanów ilustrowanych przez pana książek nie ma pojęcia, że zagrał pan w kultowej polskiej komedii.
Raczej nikt nie wie, chyba że wśród przyjaciół. Zresztą moja rola była przecież maleńka.

Jak to możliwe, że postacie z pana książek dla dzieci, np. uwielbiana przez Brytyjczyków czarownica Meg, są tak popularne na Wyspach, a zupełnie nieznane w Polsce?
Nie wiem, prawdę mówiąc. Mieliśmy właśnie niedawno wydać moją najnowszą książkę, ilustrowane wydanie "Dziadka do orzechów", w jednym polskim wydawnictwie. Ale kryzys pokrzyżował te plany. Tak widocznie musiało być.

Jan Pieńkowski to słynny w Wielkiej Brytanii rysownik i ilustrator książek dla dzieci, laureat prestiżowej brytyjskiej nagrody im. Kate Greenaway.