"Kosowa nie ma. Mam Wyspy Kokosowe albo Kostarykę..." - usłyszeli dziennikarze "Rzeczpospolitej" próbujący nadać paczkę do kraju, którego
niepodległość Polska uznała już półtora roku temu.
Nie był to błąd urzędniczki ani pojedyncze niedopatrzenie w jednym z urzędów. To problem całej poczty, bo dziennikarze twierdzą, że Kosowa w ogóle nie było w wykazie państw, do których
można skierować przesyłkę.
By wysłać list do Kosowa, na kopercie dla pewności lepiej napisać Serbia i złamać to przez skrót UNMIK (do niedawna funkcjonująca Misja Narodów Zjednoczonych w Kosowie). Tak przynajmniej
twierdzi Wojciech Stanisławski, współpracownik Ośrodka Studiów Wschodnich.
Rzecznik prasowy Poczty Polskiej zapewnił "Rzeczpospolitą", że sprawa została już wyjaśniona. Wszystkim urzędom pocztowym centrala firmy miała przypomnieć, że mają
wysyłać paczki do Kosowa, a nie do Serbii.