Notatki z takimi sensacyjnymi informacjami . Odkryli je prokuratorzy z Gdańska w teczce z dokumentami tajnej operacji "Carlos", jaką policyjne Centralne Biuro Śledcze prowadziło w latach 2004 - 2006.
"To wtedy policjanci CBŚ wpadli na trop Włodzimierza Franiewskiego, Roberta Pazika i Sławomira Kościuka. Jednocześnie zaczęli dostawać cynki, że porwanie zleciła tym bandytom rodzina" - mówi nasz rozmówca. Dziś śledczy są przekonani, że to Chciał w ten sposób oddalić podejrzenia od siebie. Jego operacja była długo skuteczna:
>>>Olewnik przeszkadzał mafii prać miliony
"Oprócz wątku Jacka K. badamy również, czy i ich prawdziwych zleceniodawców" - mówi Zbigniew Niemczyk, szef gdańskich prokuratorów zajmujących się sprawą.
p
Nadal ciężko mi się o tym rozmawia. Nie mogę spać. Staram się dużo pracować, by nie myśleć, by nie oszaleć. Powinienem się teraz przygotowywać na spotkanie z komisją śledczą, ale nie mogę, nie mam już siły czytać notatek. Psychicznie jestem wykończony. Dlatego nie czuję ulgi, ale widzę, że w końcu prokuratorzy przyznają mi rację i nie boją się prowadzić śledztwa. Dzięki powstaniu sejmowej komisji śledczej mają teraz poparcie polityczne i wreszcie skończyły się naciski na prokuratorów.
To bardzo prawdopodobne i wcale mnie to nie dziwi. Przecież od początku część policjantów lansowała nieprawdziwą informację, że Krzysztofa nie porwano, że było to samouprowadzenie. Niby dlatego, że wykupiliśmy mu wysokie ubezpieczenie w Kanadzie. Upierali się przy tym, a nie chcieli sprawdzać prawdziwych informacji. Np. o tym, że w porwaniu brał udział Robert Pazik, jeden z podwładnych Wojciecha Franiewskiego. Do tego w 2005 roku policjanci przeszukali pomieszczenia, gdzie Franiewski trzymał przedmioty z napadów. Znaleźli należący do Krzysztofa zegarek, który rozpoznała moja córka. Ale policjanci uwierzyli Jackowi K., który powiedział, że zegarek syna miał jakieś rysy lub pęknięte szkiełko, a ten znaleziony u Franiewskiego takich nie ma. Nie mam wątpliwości, że część funkcjonariuszy chroniła gangsterów, którzy porwali mi syna.
>>>Szansa na wyjaśnienie sprawy Olewnika
Moim zdaniem porwanie syna jest splotem dwóch spraw: chęci przejęcia mojej firmy i braku zgody Krzysztofa na handel nielegalną stalą. O tym już dawno zeznawałem w prokuraturze, ale śledczy nie chcieli mnie wtedy słuchać. Twierdzili, że to nieprawda, że to nie ma znaczenia. Dowiedziałem się, że w Polsce handluje się stalą z kradzieży lub przemytu z Białorusi lub Ukrainy. Taka stal była tańsza od 30 do 40 procent. Bałem się, żeby Krzysztof nie wszedł w taki interes jako wspólnik K. w firmie Krupstal. Dlatego zażyczyłem sobie przygotowania programu komputerowego do ewidencji stali w tej firmie. Dzięki temu byłoby wiadomo, skąd ona pochodzi i jakiej jest jakości. Dzień przed porwaniem Krzysztofa w Krupstalu została przeprowadzona inwentaryzacja i miał zostać uruchomiony program do ewidencji stali. To mogło być powodem porwania syna.