Mam z tym do czynienia, niestety, na co dzień. . A przecież tym ludziom można pomóc. Nie wiem, czemu się tego nie robi. Przecież są powołane do tego
instytucje państwowe. Są. Ale jak one działają? Czasem wydaje się, że robią wszystko, by ludzie nie dowiedzieli się, że im się pomoc należy. Opiekujemy się rodziną, która zaadoptowała
dzieci chore na HIV. Znam walkę tych rodziców o należne im prawa i pomoc dla chorych dzieci. Nikt ich o niczym nie poinformował. Sami przewertowali wiele przepisów i heroicznie domagali się
wszystkiego. Czuli się jak żebracy, intruzi i usłyszeli, że ”inni mają gorzej i tak nie rozrabiają!”. Wydawało się momentami, że ktoś chce przed nimi ukryć, że według
ustaw należy im się naprawdę wiele. A przecież ludzie, których dotyka nieszczęście, często nie mają odwagi ani siły, by walczyć. Są załamani. Potrzebują pomocy psychologa i
życzliwości, by się pozbierać.
Drugi człowiek. Rodzina, sąsiad, ale przede wszystkim ci, którzy za niesienie pomocy dostają pieniądze. Powinni wychodzić do chorych ludzi sami, jeśli tylko wiedzą, że są tacy w ich
rejonie. Powinni służyć radą, traktować życzliwie, a przede wszystkim indywidualnie. Każdy człowiek inaczej cierpi i jest w innej sytuacji. Znam
kobietę, która ma dwoje niepełnosprawnych dzieci i dostaje od państwa 60 pampersów miesięcznie… choć potrzebuje ich 200, a ma i inne wydatki. I taka jest właśnie często opieka społeczna.
Biurokracja, brak życzliwości. Przepisy są często nieludzkie, nieelastyczne i pracownik socjalny często rozbija się o mur biurokracji, niemożności. Staje się bezsilny, rozgoryczony i trudno
mu wykrzesać życzliwość. A przecież do ludzi chorych, cierpiących trzeba mieć cierpliwość, trzeba być spokojnym i wyrozumiałym.
Niestety każda z tych rzeczy. . Jest Wanda, kobieta niemal całkowicie niewidoma. Kiedy była w Indiach, adoptowała w tamtejszym
przytułku dziecko. Niewidome, pozbawione gałek ocznych. Wanda jest bardzo dzielna, ale ledwie sobie radzi. Nasza fundacja przekazywała jej tysiąc złotych miesięcznie, by mogła rehabilitować
dziecko. I wie pani, co się stało? Kiedy opieka społeczna się o tym dowiedziała, zabrała jej wszelkie świadczenia, bo uznała, że kobieta ma zbyt wysokie, stałe dochody. W dodatku urząd
skarbowy naliczył jej od naszej pomocy podatek! Jeśli chcę jej dalej pomagać, muszę kombinować, jak to zrobić, by nie uznawano tego za stały dochód. Moja fundacja buduje z jednego procenta
ośrodek dla niepełnosprawnych. I muszę zapłacić państwu za karę podatek VAT w wysokości 4 mln zł. A przecież ja to buduję, wyręczając państwo. Gdzie tu jakiś sens? Tyle, że ja
krzyczę i mnie słychać, a tych ludzi, którzy żyją w całkowitej nędzy, nikt nie chce słyszeć. Więc gdzie mogę, krzyczę za nich.
Gdybym ja pracowała w opiece społecznej, sama bym widziała: tam przymierają głodem, tam przeżywają załamanie, bo był wypadek, a tam urodziło się niepełnoprawne dziecko. I sama
zgłaszałabym się, żeby im pomóc. Nawet jeśli nie ma pieniędzy, żeby zaspokoić ich wszystkie potrzeby, można pomóc psychologicznie. Pamiętajmy: .
Na pewno były sposoby, żeby zapobiec tej sytuacji. Nawet teraz można gdzieś ją umieścić, uwolnić ją od tego miejsca, którego nie może znieść. Trzeba tylko chcieć. Pomaganie wymaga
życzliwości i indywidualnego podejścia. A Powinniśmy zająć się tym, żeby nikt nie dogorywał w nędzy i samotności. . PFRON czasem traktuje nas jak żebraków, naciągaczy. To naprawdę może zniechęcać do jakiegokolwiek działania. Skoro ja mam kłopot z instytucjami pomocowymi, to co dopiero
Marlena Ptak, której nikt nie zna? Czy ta kobieta musi tak cierpieć? Naprawdę państwo wobec takiego obywatela nie ma żadnych obowiązków?
A przecież nie jest tak, że Bo mogą to robić dobrze. Są
przecież urzędnicze anioły, które zadzwonią do podopiecznych i zapytają: co słychać?
*Anna Dymna, aktorka, prowadzi fundację Mimo Wszystko, która pomaga niepełnosprawnym