Choć świńska grypa wciąż zagraża Polsce, sytuacja jest opanowana - przynajmniej na razie. Jedyny potwierdzony przypadek choroby, Halina M. leżąca w mieleckim szpitalu, już w poniedziałek
ma wrócić wyleczona do domu.
Z mieleckiego szpitala wypisano już męża i synów Haliny M., która najprawdopodobniej zaraziła się podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. Mimo że jej rodzina przez kilka dni była
bezpośrednio narażona na kontakt z wirusem, do zarażenia nie doszło.
Dzieci stwierdziły, że wygląda lepiej niż po powrocie z Ameryki" - mówi nam
Zbigniew M., mąż chorej.
"Wczoraj żona była jeszcze bardzo zmęczona i zdenerwowana całą sytuacją. Zadzwoniła do nas i powiedziała, że nie czuje się najlepiej. To nas kompletnie przybiło. Ale - dodaje.
>>>Rodzina chorej na świńską grypę jest
zdrowa
która też przyjechała ze Stanów Zjednoczonych. W jej przypadku testy jeszcze się
nie skończyły. "Nie sądzę, żeby to była świńska grypa. Pacjentka czuje się dobrze. Trafiła do szpitala pod presją rodziny, która wysłała ją na badania, kiedy zaczęło być
głośno o pierwszym przypadku" - mówi Józef Sznajder, ordynator oddziału zakaźnego w Mielcu.
- również pasażerki rejsu 016, którym z Nowego Jorku wracała Halina M. Kobieta miała obniżoną temperaturę do
35,8 stopni Celsjusza i lekarze praktycznie wykluczyli grypę, ale dla bezpieczeństwa zatrzymali ją na oddziale zakaźnym. Wykluczono za to chorobę u dwojga innych osób z Gdańska i jednej z Łodzi.
inspektorzy rozmawiali z nimi i ostrzegali o możliwym
zarażeniu. "Zostało jeszcze 10 osób. Nie wiemy, gdzie są. Rozmawialiśmy z ich sąsiadami lub rodzinami i nadal ich szukamy" - mówi nam Jan Bondar z Generalnego Inspektoratu
Sanitarnego.
>>>Kopacz: Szukamy 11 osób, by ich przebadać
Najwięcej pasażerów lotu z 2 maja odnaleziono w woj. mazowieckim - aż 31, w tym 21 w samej Warszawie. Po 24 pasażerów było na Podkarpaciu i Podlasiu. "Liczba odnalezionych osób
pokrywa się z mapą emigracji do USA. Na Podkarpaciu i Podlasiu chyba każda rodzina ma tam kogoś" - mówi Bondar.
Ulotki użyte na lotniskach drukowano w sanepidzie na służbowych drukarkach, leków z Agencji
Rezerw Materiałowych nie użyto, a hospitalizację osób podejrzanych o zarażenie opłacił NFZ w ramach zwykłego finansowania chorób zakaźnych.