. Część z nich to szczepienia obowiązkowe, ale sporo miejsca zajmują nazwy specyfików, które chronią przed zakażeniami znanymi mamie Marty z mediów, na przykład pneumokokami czy meningokokami. ”” - mówi mama Marty.
Podobne decyzje muszą podejmować wszyscy .
Problem jest tym większy, że . Wielu rodziców na to nie stać. Skarżą się, że odczuwają ze strony lekarzy presję.
Z kolei lekarze przyznają, że obowiązek informowania o zalecanych szczepieniach ich samych często stawia w trudnej sytuacji. ”Pracuję w dzielnicy, gdzie mieszkają raczej biedne osoby. Niezręcznie się czuję, gdy mówię im o jakiejś szczepionce, skoro wiem, że ich na nią nie stać” - mówi jedna z warszawskich lekarek rodzinnych.
A .
”Moje dzieci są nosicielami jednego rodzaju pneumokoka i j
. Teraz to ja już jestem głupia i nie wiem co robić” - żali się na jednym z
forów Magda. W podobnej sytuacji była Joanna z Warszawy, matka dwójki dzieci. ”Kiedy trzy lata temu urodził się Janek, lekarz porównywał szczepienia przeciw pneumokokom do sytuacji,
w której przy każdym wyjściu z domu zakładałabym dziecku kask, bo a nuż coś mu spadnie na głowę. Kiedy rok później urodziła się Olga, ten sam lekarz mówił, że ta szczepionka jest
absolutnie niezbędna”
- opowiada.
W rezultacie ostateczny wybór należy do rodziców. – Ważne, by mieli na ten temat rzetelną informację – zwraca uwagę ręce dr Jolanta Bogdańska, pediatra z Warszawy.
Ale trudno o taką informację, bo . ”Szczepionka przeciw pneumokokom została wynaleziona dla 4 - 5 proc. dzieci, które mają deficyty immunologiczne, to że jest tak popularna to zasługa skuteczności PR koncernów farmaceutycznych” - przekonuje pediatra Wojciech Ozimek. Jego zdaniem przed podjęciem decyzji o szczepieniu należy rozsądnie rozważyć, czy dziecko jest w grupie ryzyka. ” - ocenia.