Dziennik Gazeta Prawana logo

Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej

18 maja 2009, 15:54
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
W 1966 roku ORMO świętowało 20-lecie istnienia. Ochotniczą Rezerwę Milicji Obywatelskiej powołała uchwała Rady Ministrów już 21 lutego 1946 roku. Do zadań jednostki należało "udzielanie pomocy organom MO w utrzymaniu porządku publicznego oraz w obronie i utrwalaniu ustroju demokratycznego".

Paramilitarną organizację utworzono głównie z prozaicznego powodu - między PPR a MBP trwała rywalizacja o kontrolę nad milicją - ale przez lata wpisała się nierozerwalnie w polityczno-społeczny krajobraz PRL-u.

Organizacyjnie komendy wojewódzkie i powiatowe ORMO podlegały komendom MO. Nowa formacja miała skupiać ludzi zaangażowanych ideowo, o odpowiednim pochodzeniu społecznym. Do ORMO przyjmowano aktywistów partyjnych (największą grupę stanowili członkowie PPR, a później PZPR), ale i szeregowych robotników i chłopów. Zakładano przy tym, że powinni to być ludzie o nieskazitelnej przeszłości i postawie politycznej. Kryteria te uznawano za ważne, gdyż zdaniem władz partyjnych wielu członków MO miało nieodpowiednie pochodzenie, ich wykształcenie pozostawiało wiele do życzenia, a do milicji wstępowali dla różnorakich korzyści. W istocie ORMO nie odbiegało od tego schematu, o czym świadczą na przykład doniesienia Wojewódzkiej Komendy ORMO w Katowicach, że ormowcy stanowią przeważnie element niekarny, niezdyscyplinowany, wnoszący ferment w szeregi milicyjne. Nic dziwnego, skoro werbowano ich byle gdzie, a na kierownicze stanowiska w ORMO delegowano głównie funkcjonariuszy MO. Niezależnie od postawy ideologicznej wielu wstępowało do tej organizacji licząc na awanse i korzyści materialne. Już podczas referendum w 1946 roku oraz wyborów do sejmu w następnym roku funkcjonariusze ORMO pobierali wynagrodzenie.

W założeniu władz w każdym powiatowym mieście miały powstać oddziały liczące 50-300 ormowców. Ich członkowie nie mieli na stałe broni, wydawano im ją na posterunkach MO na potrzeby konkretnej akcji. Jak wynika z zachowanych relacji, komendanci posterunków często się skarżyli, że powierzona im broń nie była dobrze zabezpieczona. Wypadki przytrafiały się ormowcom często, ponieważ przeważnie nie byli należycie przeszkoleni i czasem używali broni niezgodnie z przeznaczeniem.

Na czym więc w praktyce polegała praca niezbyt dobrze wykwalifikowanych ormowców? Członkowie tej formacji pełnili funkcje pomocnicze względem MO, ochraniali wiece partyjne i imprezy masowe, zapewniali ochronę agitatorom partyjnym, zabezpieczali obwody i lokale wyborcze, pilnowali obiektów publicznych, kontrolowali ruch drogowy, a nawet uczestniczyli w ochronie granic państwowych. W pierwszych latach Polski Ludowej na równi z MO, UB i Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) uczestniczyli w walkach z formacjami polskiego podziemia niepodległościowego. Już po czterech miesiącach od powstania ORMO miało 28 tysięcy funkcjonariuszy. Do tego czasu ormowcy zabili ponad 600 członków podziemia, a ponad 900 aresztowali. Tłumili też demonstracje i strajki, choćby młodzieży szkolnej w kwietniu 1947 roku w Lublinie, kiedy nie tylko obserwowali "wichrzycieli", wyłapywali "prowodyrów", ale i "przywracali porządek" za pomocą drewnianych pałek. ORMO pomagało także w walkach z Ukraińską Powstańczą Armią (UPA). Wskutek uczestniczenia w takich działaniach ormowcy ginęli i odnosili rany, niektórym żołnierze podziemia palili gospodarstwa. Na dobre liczebność ochotniczej milicji zaczęła ponownie wzrastać po rozbiciu przez KBW polskiego podziemia niepodległościowego i ukraińskiej partyzantki. W następnych latach, kiedy komuniści przy pomocy własnych sił bezpieczeństwa i radzieckich enkawudzistów ostatecznie rozbili struktury podziemne, ormowcy nie mieli już tak trudnych zadań. Odtąd ich działania z reguły ograniczały się do pilnowania porządku i walki co najwyżej ze "spekulantami" handlującymi bimbrem czy papierosami.

W lutym 1966 roku z okazji 20. rocznicy powstania ORMO władze urządziły wielkie święto. Centralne uroczystości związane z krajowym zlotem ormowców odbywały się od 18 do 21 lutego. Odznaczeniami państwowymi udekorowano 57 działaczy tej organizacji. Komendant ORMO miasta stołecznego Warszawy Witold Poczmański otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W całym kraju odbywały się uroczyste akademie, odczyty i wykłady. Jak podkreślał przy tej okazji minister spraw wewnętrznych Mieczysław Moczar w liście zamieszczonym w "Trybunie Ludu" z 19 lutego 1966 roku: Drodzy Towarzysze i Obywatele Ormowcy […]. W ciągu tych dwudziestu lat organizacja wasza wniosła wielki wkład w dzieło utrwalania ustroju socjalistycznego w naszym kraju. [...] Społeczeństwo wysoko ocenia i popiera waszą działalność, widząc w niej dobrą i celową formę obrony swoich najżywotniejszych spraw.

Podczas uroczystej akademii w Pałacu Kultury i Nauki minister wygłaszał jeszcze bardziej kuriozalne twierdzenia. "Trybuna Ludu" 19 lutego 1966 roku donosiła: […] Moczar apelował gorąco o poświęcenie serdecznej uwagi sprawom opieki i wychowania młodzieży, szczególnie jej części, która zagrożona jest demoralizacją. [...] Chodzi mi szczególnie o te dzieci [...], które nie mają rodziców, o tych 277 całkowitych sierot. Tę sprawę niech weźmie na swoje barki - jako rodzina - Milicja Obywatelska i ORMO. Zainteresujmy się nimi. Stwórzmy warunki do zdobycia zawodu, otoczmy opieką i pomocą, by wyrośli na pełnowartościowych obywateli. Minister podkreślał, że Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej stosuje szeroki wachlarz form wychowywania i skutecznego oddziaływania na młodzież, a nawet na dzieci moralnie zagrożone. Społeczeństwo miało delikatnie mówiąc sceptyczny stosunek do wychowywania młodzieży i dzieci przez słuzby policyjne, co wyrażało się między innymi w żartobliwych rozwinięciach skrótów ich nazw - MO (Mogą Obić), ORMO (Oni Również Mogą Obić) czy ZOMO (Zwłaszcza Oni Mogą Obić).

Dwa lata po tym jubileuszu członkowie ORMO mieli szansę okazać zainteresowanie młodzieżą stolicy, kiedy 8 marca 1968 roku studenci Uniwersytetu Warszawskiego zaprotestowali przeciwko zdjęciu "Dziadów" ze sceny i represjom wobec Henryka Szlajfera i Adama Michnika. Na wiecu uniwersyteckim pojawiły się również autokary z aktywem robotniczym, tj. uzbrojonymi w pałki robotnikami sprowadzonymi z zakładów pracy, którzy wraz z funkcjonariuszami MO i ORMO brutalnie zaatakowali protestujących. Tak opisał te wydarzenia profesor Czesław Bobrowski, który był świadkiem zajść: W gmachu odbywają się rozmowy prorektorów z delegacją, natomiast przed gmachem, a zwłaszcza przed Biblioteką Uniwersytecką istnieje niebezpieczeństwo zajść. Od strony Oboźnej w parku uniwersyteckim są zmasowani ORMO-wcy bez opasek, ale za to z metrowymi pałami. Studenci zajmują agresywną postawę wobec "turystów", rzucają złotówki, słyszę skądś okrzyk "SS". [...] Na kilka minut przed wkroczeniem milicji od strony Oboźnej uderzyli ORMO-wcy, bezlitośnie bijąc wszystkich napotkanych, włącznie z uciekającymi. Tylko dokąd uciekać? Teren uniwersytecki to jak myśliwski kocioł - ze wszystkich stron budynki lub wysokie sztachety. Bardzo sprawni fizycznie mogą od biedy wydostać się przez balustrady, tarasy na tyłach Pałacu Kazimierzowskiego i dotrzeć do ul. Browarnej, ale nie wszyscy o tym wiedzą i nie wszyscy - w tym rzędzie ja - są dostatecznie sprawni. ORMO już okrąża gmach Biblioteki, kiedy zbliżam się do gmachu Kazimierzowskiego, zastaję wejście zamknięte. Na szczęście panie z Kwestury wychylają się przez okno i wciągają mnie za ręce do gmachu, dosłownie na chwilę przed tym, nim dopadli mnie ORMO-wcy. W gmachu schroniło się kilkudziesięciu studentów, w tym dziesiątek ciężko pobitych (głównie dziewcząt). Chyba na kwadrans przed trzecią ORMO kończy polowanie.

Jeszcze w tym samych roku w sierpniu, w związku z interwencją państw socjalistycznych w Czechosłowacji, zmobilizowano ORMO na wypadek wrogich wystąpień. Jej członków szkolono do prac operacyjnych w środowisku "rewizjonistyczno-syjonistycznym", a wykładowcami byli specjaliści z ZOMO. Ormowcy pomagali milicjantom we wszystkich sytuacjach kryzysowych w 1970 roku podczas walk na Wybrzeżu, w 1976 roku, kiedy pacyfikowano strajki w Radomiu, Płocku i Ursusie. Podobnie było w stanie wojennym. Pilnie wykonywali zadania do 1989 roku, kiedy ORMO rozwiązano.

Oddziały ORMO organizowano w zależności od lokalnych potrzeb, m.in. w Brygady Ruchu Drogowego czy Brygady Wodne. O przynależności do formacji mógł świadczyć znaczek w klapie, opaska na ramieniu, niebieski beret lub "błysk" w oczy legitymacją służbową z charakterystycznym orzełkiem z uniesionymi skrzydłami. Przy tym ormowcy starali się raczej wtopić w tłum podczas patrolowania jakiegoś miejsca. Formalnie mieli umundurowanie, ale częściej nosili cywilne ubranie i ujawniali się w razie interwencji lub na rozkaz wkroczenia do akcji. Ormowcom nie przysługiwało prawo posiadania broni palnej, a środki przymusu bezpośredniego, jak pałki i gaz, otrzymywali doraźnie.

p

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj