Paramilitarną organizację utworzono głównie z prozaicznego powodu - między PPR a MBP trwała rywalizacja o kontrolę nad milicją - ale przez lata wpisała się nierozerwalnie w polityczno-społeczny krajobraz PRL-u.

Reklama

Organizacyjnie komendy wojewódzkie i powiatowe ORMO podlegały komendom MO. Nowa formacja miała skupiać ludzi zaangażowanych ideowo, o odpowiednim pochodzeniu społecznym. Do ORMO przyjmowano aktywistów partyjnych (największą grupę stanowili członkowie PPR, a później PZPR), ale i szeregowych robotników i chłopów. Zakładano przy tym, że powinni to być ludzie o nieskazitelnej przeszłości i postawie politycznej. Kryteria te uznawano za ważne, gdyż zdaniem władz partyjnych wielu członków MO miało nieodpowiednie pochodzenie, ich wykształcenie pozostawiało wiele do życzenia, a do milicji wstępowali dla różnorakich korzyści. W istocie ORMO nie odbiegało od tego schematu, o czym świadczą na przykład doniesienia Wojewódzkiej Komendy ORMO w Katowicach, że ormowcy stanowią przeważnie element niekarny, niezdyscyplinowany, wnoszący ferment w szeregi milicyjne. Nic dziwnego, skoro werbowano ich byle gdzie, a na kierownicze stanowiska w ORMO delegowano głównie funkcjonariuszy MO. Niezależnie od postawy ideologicznej wielu wstępowało do tej organizacji licząc na awanse i korzyści materialne. Już podczas referendum w 1946 roku oraz wyborów do sejmu w następnym roku funkcjonariusze ORMO pobierali wynagrodzenie.

W założeniu władz w każdym powiatowym mieście miały powstać oddziały liczące 50-300 ormowców. Ich członkowie nie mieli na stałe broni, wydawano im ją na posterunkach MO na potrzeby konkretnej akcji. Jak wynika z zachowanych relacji, komendanci posterunków często się skarżyli, że powierzona im broń nie była dobrze zabezpieczona. Wypadki przytrafiały się ormowcom często, ponieważ przeważnie nie byli należycie przeszkoleni i czasem używali broni niezgodnie z przeznaczeniem.

ORMOWCA DOLE I NIEDOLE

Na czym więc w praktyce polegała praca niezbyt dobrze wykwalifikowanych ormowców? Członkowie tej formacji pełnili funkcje pomocnicze względem MO, ochraniali wiece partyjne i imprezy masowe, zapewniali ochronę agitatorom partyjnym, zabezpieczali obwody i lokale wyborcze, pilnowali obiektów publicznych, kontrolowali ruch drogowy, a nawet uczestniczyli w ochronie granic państwowych. W pierwszych latach Polski Ludowej na równi z MO, UB i Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) uczestniczyli w walkach z formacjami polskiego podziemia niepodległościowego. Już po czterech miesiącach od powstania ORMO miało 28 tysięcy funkcjonariuszy. Do tego czasu ormowcy zabili ponad 600 członków podziemia, a ponad 900 aresztowali. Tłumili też demonstracje i strajki, choćby młodzieży szkolnej w kwietniu 1947 roku w Lublinie, kiedy nie tylko obserwowali "wichrzycieli", wyłapywali "prowodyrów", ale i "przywracali porządek" za pomocą drewnianych pałek. ORMO pomagało także w walkach z Ukraińską Powstańczą Armią (UPA). Wskutek uczestniczenia w takich działaniach ormowcy ginęli i odnosili rany, niektórym żołnierze podziemia palili gospodarstwa. Na dobre liczebność ochotniczej milicji zaczęła ponownie wzrastać po rozbiciu przez KBW polskiego podziemia niepodległościowego i ukraińskiej partyzantki. W następnych latach, kiedy komuniści przy pomocy własnych sił bezpieczeństwa i radzieckich enkawudzistów ostatecznie rozbili struktury podziemne, ormowcy nie mieli już tak trudnych zadań. Odtąd ich działania z reguły ograniczały się do pilnowania porządku i walki co najwyżej ze "spekulantami" handlującymi bimbrem czy papierosami.

JAK ORMO WYCHOWYWAŁO DZIECI

W lutym 1966 roku z okazji 20. rocznicy powstania ORMO władze urządziły wielkie święto. Centralne uroczystości związane z krajowym zlotem ormowców odbywały się od 18 do 21 lutego. Odznaczeniami państwowymi udekorowano 57 działaczy tej organizacji. Komendant ORMO miasta stołecznego Warszawy Witold Poczmański otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W całym kraju odbywały się uroczyste akademie, odczyty i wykłady. Jak podkreślał przy tej okazji minister spraw wewnętrznych Mieczysław Moczar w liście zamieszczonym w "Trybunie Ludu" z 19 lutego 1966 roku: Drodzy Towarzysze i Obywatele Ormowcy […]. W ciągu tych dwudziestu lat organizacja wasza wniosła wielki wkład w dzieło utrwalania ustroju socjalistycznego w naszym kraju. [...] Społeczeństwo wysoko ocenia i popiera waszą działalność, widząc w niej dobrą i celową formę obrony swoich najżywotniejszych spraw.

Podczas uroczystej akademii w Pałacu Kultury i Nauki minister wygłaszał jeszcze bardziej kuriozalne twierdzenia. "Trybuna Ludu" 19 lutego 1966 roku donosiła: […] Moczar apelował gorąco o poświęcenie serdecznej uwagi sprawom opieki i wychowania młodzieży, szczególnie jej części, która zagrożona jest demoralizacją. [...] Chodzi mi szczególnie o te dzieci [...], które nie mają rodziców, o tych 277 całkowitych sierot. Tę sprawę niech weźmie na swoje barki - jako rodzina - Milicja Obywatelska i ORMO. Zainteresujmy się nimi. Stwórzmy warunki do zdobycia zawodu, otoczmy opieką i pomocą, by wyrośli na pełnowartościowych obywateli. Minister podkreślał, że Ochotnicza Rezerwa Milicji Obywatelskiej stosuje szeroki wachlarz form wychowywania i skutecznego oddziaływania na młodzież, a nawet na dzieci moralnie zagrożone. Społeczeństwo miało delikatnie mówiąc sceptyczny stosunek do wychowywania młodzieży i dzieci przez słuzby policyjne, co wyrażało się między innymi w żartobliwych rozwinięciach skrótów ich nazw - MO (Mogą Obić), ORMO (Oni Również Mogą Obić) czy ZOMO (Zwłaszcza Oni Mogą Obić).

AKTYW ROBOTNICZY PRZY PRACY

Dwa lata po tym jubileuszu członkowie ORMO mieli szansę okazać zainteresowanie młodzieżą stolicy, kiedy 8 marca 1968 roku studenci Uniwersytetu Warszawskiego zaprotestowali przeciwko zdjęciu "Dziadów" ze sceny i represjom wobec Henryka Szlajfera i Adama Michnika. Na wiecu uniwersyteckim pojawiły się również autokary z aktywem robotniczym, tj. uzbrojonymi w pałki robotnikami sprowadzonymi z zakładów pracy, którzy wraz z funkcjonariuszami MO i ORMO brutalnie zaatakowali protestujących. Tak opisał te wydarzenia profesor Czesław Bobrowski, który był świadkiem zajść: W gmachu odbywają się rozmowy prorektorów z delegacją, natomiast przed gmachem, a zwłaszcza przed Biblioteką Uniwersytecką istnieje niebezpieczeństwo zajść. Od strony Oboźnej w parku uniwersyteckim są zmasowani ORMO-wcy bez opasek, ale za to z metrowymi pałami. Studenci zajmują agresywną postawę wobec "turystów", rzucają złotówki, słyszę skądś okrzyk "SS". [...] Na kilka minut przed wkroczeniem milicji od strony Oboźnej uderzyli ORMO-wcy, bezlitośnie bijąc wszystkich napotkanych, włącznie z uciekającymi. Tylko dokąd uciekać? Teren uniwersytecki to jak myśliwski kocioł - ze wszystkich stron budynki lub wysokie sztachety. Bardzo sprawni fizycznie mogą od biedy wydostać się przez balustrady, tarasy na tyłach Pałacu Kazimierzowskiego i dotrzeć do ul. Browarnej, ale nie wszyscy o tym wiedzą i nie wszyscy - w tym rzędzie ja - są dostatecznie sprawni. ORMO już okrąża gmach Biblioteki, kiedy zbliżam się do gmachu Kazimierzowskiego, zastaję wejście zamknięte. Na szczęście panie z Kwestury wychylają się przez okno i wciągają mnie za ręce do gmachu, dosłownie na chwilę przed tym, nim dopadli mnie ORMO-wcy. W gmachu schroniło się kilkudziesięciu studentów, w tym dziesiątek ciężko pobitych (głównie dziewcząt). Chyba na kwadrans przed trzecią ORMO kończy polowanie.

Reklama

Jeszcze w tym samych roku w sierpniu, w związku z interwencją państw socjalistycznych w Czechosłowacji, zmobilizowano ORMO na wypadek wrogich wystąpień. Jej członków szkolono do prac operacyjnych w środowisku "rewizjonistyczno-syjonistycznym", a wykładowcami byli specjaliści z ZOMO. Ormowcy pomagali milicjantom we wszystkich sytuacjach kryzysowych w 1970 roku podczas walk na Wybrzeżu, w 1976 roku, kiedy pacyfikowano strajki w Radomiu, Płocku i Ursusie. Podobnie było w stanie wojennym. Pilnie wykonywali zadania do 1989 roku, kiedy ORMO rozwiązano.

PRZYCZAJENI I UKRYCI

Oddziały ORMO organizowano w zależności od lokalnych potrzeb, m.in. w Brygady Ruchu Drogowego czy Brygady Wodne. O przynależności do formacji mógł świadczyć znaczek w klapie, opaska na ramieniu, niebieski beret lub "błysk" w oczy legitymacją służbową z charakterystycznym orzełkiem z uniesionymi skrzydłami. Przy tym ormowcy starali się raczej wtopić w tłum podczas patrolowania jakiegoś miejsca. Formalnie mieli umundurowanie, ale częściej nosili cywilne ubranie i ujawniali się w razie interwencji lub na rozkaz wkroczenia do akcji. Ormowcom nie przysługiwało prawo posiadania broni palnej, a środki przymusu bezpośredniego, jak pałki i gaz, otrzymywali doraźnie.

p