Mariola Kosowicz*: Łatwo tak mówić, stojąc z boku. Z naszego punktu widzenia może się wydawać, że pani Barbara sama sobie zaprzecza i zachowuje się niekonsekwentnie. Nie zapominajmy
jednak,że 25 lat opieki nad przewlekle chorym, a szczególnie nad dzieckiem, zmienia system wartości człowieka. Codzienna opieka, rytuały z tym związane, staja się z czasem jedynym sensem
życia. Osoby w sytuacji pani Barbary Jackiewicz często żyją we własnym zamkniętym świecie. Ich myśli i większość działań dotyczy opieki i pielęgnacji chorego i jest to stan, który nie
ma końca. Takie osoby, czują się wyalienowane ze swojego środowiska, nierzadko same odsuwają się od ludzi. W rezultacie może dość do sytuacji, w której nie można już dalej znosić bólu
cierpienia dziecka, jak i swojego. Mieszają się wówczas dwie postawy - potrzeba dalszej samotnej opieki nad chorym i potrzeba zakończenia tej sytuacji. Rozdarcie, które z boku, my oceniamy jako
niekonsekwencję.
Odnoszę wrażenie, że wszyscy mają jakiś pomysł, jak pomóc pani Barbarze, a kiedy Ona nie wykorzystuje tego jesteśmy zdziwieni, a nierzadko rozczarowani. Dla mamy Krzysia oddanie syna do hospicjum mogło być nawet światełkiem w tunelu, ale szybko się okazało, że to nie to, czego ona potrzebuje. To musi być bardzo trudne oddać dziecko, które wypełniało cały świat. W naszej kulturze kochająca matka nie może być zmęczona i może dlatego pani Barbara mówi tak wiele o cierpieniu syna, a tak mało o swoim.
Przecież to nielogiczne! Często budujemy sobie wyobrażenia o swoim świecie, o swoich powinnościach i z czasem zaczynamy w to tak bardzo wierzyć, że nie zauważamy, iż idziemy pod prąd. Tak
mogło być w przypadku mamy Krzysia. Myślę, że długo dojrzewała do myśli o eutanazji i zapewne ma wiele swoich argumentów na tak. Uwierzyła, ze jest to jedyne rozsądne rozwiązanie i do
tego dąży. Jak bardzo trzeba być zmęczonym i samotnym, aby w śmierci widzieć rozwiązanie. Cierpienie psychiczne jest o wiele trudniejsze od fizycznego. Miałam pacjentkę, której kości się
łamały przy każdym poruszeniu, a ona chciała dalej żyć, bo była otoczona miłością. Matka Krzysia musi się czuć bardzo nieszczęśliwa.
Od 25 lat sensem życia pani Barbary jest opieka nad chorym synem, jego cierpienie wypełniło jej świat, ale to nie ma nic wspólnego z egoizmem. Zmęczenie, ból, samotność stały się codziennością, wypełniły jej świat. To trudne uczucia. Przeszkadzają, ale nie można już bez nich żyć. I to, że mama Krzysia mówi, że chciałaby żyć inaczej, nie jest jednoznaczne z tym, że umiałaby to zrobić. Może właśnie dlatego nie potrafi skorzystać z pomocy dla siebie i syna. Siłą rzeczy przyjęła rolę życiową: matki, która sama opiekuje się synem i tylko ona wie, co dla niego jest dobre, a więc może być jej bardzo trudno uwierzyć, ze ktoś z boku może jej pomoc i zostanie przy takiej roli. A my nie mamy prawa uszczęśliwiać jej na siłę. Może nieświadomie chroni samą siebie, żeby nie stracić roli matki? Można tylko próbować z nią rozmawiać. Może za którymś razem pozwoli sobie pomóc.
*Mariola Kosowicz, psycholog kliniczny, psychoterapeutka