przyjechała do USA w 2004 roku na wizę studencką. Miała zostać za oceanem przez 18 miesięcy. Ale zakochała się w przystojnym policjancie. W połowie 2005 roku para wzięła ślub.
To pozwoliło Dorocie, wtedy już Lamoree, przedłużyć . Dostała tymczasową wizę jako żona obywatela. Według prawa po dwóch latach służby imigracyjne powinny sprawdzić, czy małżeństwo nadal trwa i nie było fikcyjne. Wtedy Dorocie Lamoree przysługiwałoby pełne prawo pobytu.
Ale los chciał inaczej. Sześć tygodni po ślubie David wracał z wieczornej zmiany. Na autostradzie wjechał w niego czoło samochód terenowy. David przeżył, ale w szpitalu stwierdzono . Dorota mogła tylko asystować, kiedy dwa dni potem .
Kiedy zaczęła dochodzić do siebie, dotarła też do niej inna wiadomość. Nie tylko straciła męża, ale teraz miała być deportowana. Miała bowiem . A została wdową. Na szczęście, dzięki dobremu prawnikowi wywalczyła wizę studencką. Może się uczyć, ale nie ma prawa pracy.
Razem z teściami zaczęła też dwie bitwy. Jedna skończyła się skucesem. W miejscu gdzie zginął David ograniczono prędkość. .
Druga bitwa trwa nadal. To walka o to, by wdowy i wdowcy nie byli drugi raz karani. Najpierw bowiem kara ich los, a potem jeszcze państwo. Takich osób nie ma w USA wiele - teraz około 200.
Dwa lata po śmierci Davida rodzina zjednoczyła siły z adwokatem Brentem Reninsonem z Oregonu. On także . Razem udało im się w czerwcu doprowadzić do tego, że Janet Napolitano z wprowadziła dwuletnią przerwę w orzekaniu decyzji w sprawach takich jak Doroty. W lipcu złożono o zmianę prawa.
Ale ostateczna decyzja należy do . Rodzina Lamoree już zarzuciła kongresmenów listami. Na razie odzew jest niewielki. Jej teściowie broni o nią nie składają. "Chyba udowodniła, że zasługuje na stanie się częścią tego kraju" - mówi jej teść Charles Lamoree.