Założenia do zmiany ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych opracował Główny Inspektorat Sanitarny podległy resortowi zdrowia. "Obecne regulacje prawne mają już 50 lat i zupełnie nie przystają do rzeczywistości" - tłumaczy Jan Bondar, rzecznik GIS. Zastrzega jednak, że to tylko wstępne propozycje, bo wkrótce zbierze się międzyresortowy zespół z przedstawicielem Ministerstwa Zdrowia na czele, który przygotuje ostateczną wersję dokumentu.

Reklama

Co chce zmienić GIS? Przede wszystkim umożliwia tzw. alternatywne formy pochówku zgodnie z wolą zmarłych. "Z zachowaniem pełnego szacunku dla zwłok i wyeliminowaniem zagrożenia sanitarnego" - podkreśla Bondar. "Dlaczego jeśli zmarły wyrazi taką wolę, jego ciało nie mogłoby być skremowane, a prochy rozsypane w górach, bo za życia to miejsce cenił najbardziej? Obecnie wiele osób, chcąc wypełnić wolę bliskiej osoby, musi obchodzić prawo" - dodaje rzecznik GIS.

Rozsypywanie prochów albo przetrzymywanie ich poza cmentarzem jest u nas nielegalne i podlega karze. Wystarczy, że ktoś doniesie na rodzinę, która prochy swojego bliskiego na jego życzenie rozsypała albo umieściła urnę w domu. Grozi za to nawet 5 tys. zł grzywny lub 30 dni aresztu.

Takie restrykcyjne przepisy krytykują też administratorzy cmentarzy i właściciele przedsiębiorstw pogrzebowych.

"Obecne przepisy mówią tylko tyle, że zwłoki i prochy zmarłych mają spocząć na cmentarzu. Nie ma nawet definicji urny, więc skremowane ciało można teoretycznie wydać rodzinie nawet w plastikowym woreczku. Nie ma też mowy o podziale prochów, dość często praktykowanym - część prochów trafia do urny na cmentarzu, a część jest przechowywana przez bliskich w specjalnym relikwiarzu czy medaliku" - mówi Jarosław Wydmuch, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Funeralnego i dyrektor Cmentarza Komunalnego w Częstochowie.

A problem narasta, bo w Polsce coraz więcej osób decyduje się na kremację. "Bariery psychologiczne i historyczne, związane z traumą Holokaustu, maleją" - tłumaczy Jarosław Wydmuch. Ocenia, że liczba kremacji przekracza obecnie 20 tys. rocznie. Taka forma pochówku jest o blisko 30 proc. tańsza od tradycyjnego pogrzebu i jest jedynym rozwiązaniem w sytuacji coraz częstszego braku miejsc na cmentarzach.

Reklama

Nowa ustawa ma dać zielone światło do tworzenia tzw. ogrodów pamięci, czyli miejsc, gdzie można będzie legalnie rozsypać prochy bliskiego.

Takim pomysłom, choć nie samej kremacji, zdecydowanie sprzeciwia się Kościół katolicki. "Kremacja jest zrozumiała, wedle słów <z prochu powstałeś, w proch się obrócisz>. Ale miejsce zwłok jest na cmentarzu" - mówi bp Tadeusz Pieronek. Jego zdaniem pomysły rozsypywania prochów czy stawiania urny w domu "rodzą się w chorych głowach". "Prochy ludzkie nie mogą być rodzinnym gadżecikiem. Godność człowieka idzie z nim na tamten świat i realizowanie tych pomysłów nie ma sensu" - oponuje biskup.

Założenia nowelizacji mówią też o całkowitym zakazie "ługowania" zwłok - czyli rozpuszczania ich w substancjach chemicznych i wykorzystywania do celów rozrywkowych. To pokłosie zorganizowanej kilka miesięcy temu wystawy wypreparowanych zwłok ludzkich w jednym z centrów handlowych.