Inne
Reklama

Łęknica, tuż przy niemieckiej granicy. Betonowy parking z jednopiętrowym budynkiem otoczony wysokimi murami. Kiedy Maria znalazła się tu po długiej podróży, miała złe przeczucia. Sądziła, że jedzie do pracy w restauracji jako kelnerka. Miała nadzieję, że w Polsce czeka ją lepsze życie niż w rodzinnej Ukrainie. Gdy właściciel lokalu wypłacił dostawcy kilkaset euro za przywiezienie Marii, zrozumiała, że została sprzedana. "Teraz musisz odpracować te pieniądze" - z uśmiechem oświadczył jej Władysław Z., właściciel domu rozpusty - czytamy w "Fakcie"

"Chciałam się wycofać, ale było za późno. Zabrali mi paszport. Ochroniarze wepchnęli mnie do pokoju" - opowiada "Faktowi" Maria. Kiedy krzyczała, dotkliwie ją pobili. Na wspomnienie tego, co ją spotkało, zakrywa dłońmi twarz. "Musiałam oddawać się po kilkanaście godzin dziennie. Klientami byli Niemcy. Wyprawiali ze mną potworne rzeczy. A ja musiałam się zgadzać na wszystko" - mówi zawstydzona.

Klienci za samo wejście do klubu płacili 100 euro. Każda spędzona z dziewczyną godzina kosztowała 80 euro. Z tej kwoty dziewczyny dostawały marne grosze. Policjanci z Gorzowa Wielkopolskiego wyliczyli, że niektóre dziewczyny przyniosły właścicielom nawet 500 tysięcy złotych. Pracujące w obozie kobiety z Ukrainy, Białorusi, Litwy i Rosji były bite i zastraszane. "Koleżanka krwawiła z narządów rodnych, a te bydlaki nie pozwolili jej pójść do lekarza. By nie krwawiła, włożyli jej do pochwy gąbkę. O mało nie umarła" - wspomina Maria.

Te rzeczyi działy się zaledwie 50 metrów od okien magistratu. "Nie mieliśmy pojęcia, co się tam dzieje" - tłumaczy "Faktowi" burmistrz Jan Bieniasz. Gdy antyterroryści wtargnęli do agencji, zastali kilkanaście przerażonych dziewczyn. "Sądzimy, że przez to piekło przeszło około 50 kobiet" - mówi Agata Sałatka z lubuskiej policji.

Wiele z nich zdecydowało się zeznawać. O czerpanie korzyści z nierządu podejrzane są 23 osoby, troje o handel ludźmi. Choć kara dosięgła oprawców Marii, ona straciła już wiarę w sprawiedliwość. "Zostanę w Polsce. Do domu wstyd mi wracać. Te potwory wysłały do mojej rodzinnej wsi na Ukrainie kasetę, na której nagrali to, co robiłam z klientami" - mówi zrozpaczona dziewczyna.