W dniach 6, 7 i 8 kwietnia 2006 roku odbędzie się w Nowym Jorku szczególna uroczystość: festiwal poetycki na cześć najznakomitszego poety amerykańskiego Johna Ashbery'ego. Imprezę organizuje uniwersytet The New School. Dzień 7 kwietnia będzie oficjalnie ogłoszony przez burmistrza Nowego Jorku "Dniem Johna Ashbery'ego" i odtąd co roku obchodzony jako święto poezji. Wiersze poety zostaną rozwieszone w autobusach miejskich, w wagonach metra i na wystawach księgarń. Największe stacje telewizyjne i radiowe wyemitują w godzinach największej oglądalności i słuchalności programy poświęcone poecie. Tak stolica świata zamierza uhonorować jednego ze swoich największych artystów. Panuje powszechne przekonanie, że Ashbery jest, jak to wyraził "New York Times", "skarbem narodowym" Ameryki. Z najważniejszych nagród literackich brakuje mu bodaj tylko Nobla. I choć nazwisko poety od 20 lat jest na liście noblowskiej, na to wyróżnienie, jako Amerykanin, nie może raczej w najbliższym czasie liczyć. Zdumiewający jest rozmach jego dzieła. Ten dziś 78-letni wieszcz tylko w ciągu ostatniej dekady wydał osiem tomów wierszy, zbiór tekstów prozatorskich "Wybrane dzieła prozą" oraz esejów "Inne tradycje". Jego najnowszy tom poezji "Dokąd powędruję" ukazał się w 2005 roku. Właśnie z niego pochodzą prezentowane tu wiersze.

p

Interesujący ludzie z Nowej Funlandii

Nowa Funlandia jest, czy też była, pełna interesujących ludzi.
Jak Larry, który strugał wariata na rogach ulic
za pięć centów. Był tam Rosjanin, który nazywał siebie
Wielkim Księciem i o którym mówiono, że jest prawdziwym księciem,
i była kobieta, która często towarzyszyła mu w jego wypadach.
Doktor Hanks, zwany rzeźnikiem, był naprawdę dobrym chirurgiem,
gdy nie był kompletnie pijany, co zdarzało się rzadko.
Gdy był tylko podpity, mógł wykonać przyzwoitą operację czaszki.






Był ślepy jegomość, który nigdy nic nie mówił,
i tylko wygrywał upiorne dźwięki na pile.
Był sklep Walsha z wymyślnym stoiskiem spożywczym.
Cóż to była za radość, gdy mama lub tato
zabierali nas tam, jadąc niepewnie po śliskim śniegu
i lodzie, żeby nagrodzić nas rzadką figą.
Mieli tam herbaty z każdego kraju pod słońcem
i twarde, małe ciasteczka ze Szkocji, rzadkie gatunki sherry
i madery w nagrodę dla ciotek i wujków, którzy przychodzili na tańce.
Podczas letnich wieczorów, gdy światło trwało wiecznie, cieszyło nas
samo bycie tam i myślenie. Jeździliśmy na dalekie wycieczki
na wieś, ale zawsze zatrzymywało nas takie czy inne bagno.
Później była pora wracać do domu, co wszystkim pasowało,
bo każdy już odkrył, że w drodze można się trochę zdrzemnąć.












Krótko mówiąc był tam większy odsetek interesujących ludzi
niż gdziekolwiek na świecie, ale populacja była mała,
co dawało niezbyt wielu interesujących ludzi. Ale mimo wszystko
kochaliśmy się i w interesujący sposób spędzaliśmy czas
zasięgając u siebie porad i susząc sieci w drewnianych dokach.
Zawsze inni się przyłączali. Tamtych okolice
są absolutnie piękne, czemu nikt nie zaprzeczy,
jak sądzę, i trzeba się zderzyć z ich półdzikimi połaciami.
Kult chtonicznych mocy może tam występować,
ale rzadko jest wyraźnie widoczny. Również to kochaliśmy,
jako że byliśmy częścią wszystkiego, co się tam działo, dobrego i złego,
ze wszystkimi odcieniami pomiędzy, szczęśliwi, gdy mogliśmy uczestniczyć
w odczytywaniu obecności lub konkursie ortograficznym. Było to dobre do bólu,
ale wreszcie się skończyło. Robią o tym wielkie widowisko,
jak słyszałem. Wystawią je w waszym teatrze.













Sonet: więcej tego samego

Reklama

Spróbuj uniknąć schematu, którego unikano,
schematu unikania. To nie takie proste, na jakie wygląda:
szkielet śledzia wypływa chętnie na powierzchnię
porzucając śledzia, żeby stać się parkietem. Albo czymś, co mu pasuje.
Nowe fraktale wrzeszczą oburzone, że nie są identyczne
ze swymi siostrami. Połowie się to udaje. Pozostałe
nadal są prowansalskimi sztychami w kwiaty, które pewien śpiący
lecz zmyślny tkacz wykonał w połowie drogi przez osiemnasty wiek,
a one nigdy nie ożyły, aż do teraz.







To jest jak ćwiczenie gamy: od razu innej, nigdy nie tej samej.
Nie pytaj dlaczego to robimy. Spytaj dlaczego odnajdujemy w tym sens.
Spytaj kukułkę skamieniałą w połowie lotu
między pagodą i rokokową jaskinią pustelnika. Może Ci powie.


przeł. Paweł Marcinkiewicz