Dziennik Gazeta Prawana logo

Piłkarze mieli na mnie haki

12 października 2007, 11:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Po losowaniu grup w kraju wszyscy zaczęli mówić: Po co tam jedziecie? Skompromitujecie się, szkoda pieniędzy!" - tak Kazimierz Górski wspominał w rozmowie z "Faktem" mistrzostwa świata w RFN w 1974 roku. Zdobyliśmy wtedy trzecie miejsce, mimo że na drodze stanęły nam: Argentyna i Włochy.
O hakach, blefie i PZPN...

Po wygraniu trzech spotkań i awansie do II rundy w zespole zapanowała euforia. Piłkarze znali moje słabości, wiedzieli, jak mnie podejść. Mieli na mnie różne haki, tak jak uczniowie na nauczycieli w szkole.

Po meczu z Włochami przyszli do mnie i poprosili, żebym pozwolił im pójść całym zespołem na spacer po mieście. Zgodziłem się, ale zapowiedziałem, że o 23 mają być z powrotem.

Spóźniło się dwóch - Gorgoń i Musiał. Ten drugi zaczął coś kręcić. Cały się wyperfumował, a ja i tak poczułem, że pił jakieś winko. Powiedziałem mu, że porozmawiam z nim rano. Jak się obudziłem, to przekazałem kierownictwu swoją decyzję: "Musiał wraca do Polski".

To był blef! Potem przyszli do mnie piłkarze i prosili, żebym zmienił decyzję. Znalazłem sobie furtkę. "Tylko prezes PZPN może zmienić moją decyzję" - odpowiedziałem. Potem nie mogłem wyrobić ze śmiechu, gdy patrzyłem na Musiała na treningu. Tak pracującego zawodnika nie widziałem w całej karierze...

O piciu, braku sił i wsparciu...
W naszej narodowej tradycji zapisana jest zabawa i alkohol. U mnie był jednak bezwzględny zakaz picia i palenia. Wiem, że i to, i to robili. Żeby ćmić, zamykali się w pokojach hotelowych. Kilku nie piło, ale większość tak. Niektórzy w małych ilościach, jak Kazio Deyna. On lubił wypić sobie jedną czy dwie lampki wina na lepsze trawienie.

Najtrudniej było jednak utrzymać w ryzach zawodników w czasie mistrzostw. Trwały miesiąc, a drugie tyle zgrupowanie przed finałami. W pewnym momencie piłkarze mieli dość wszystkiego. Myśleli, żeby to rzucić i wracać do domu. Ile dni można w kółko robić to samo: trening, autokar, hotel, obiad...

Dopiero przed ostatnimi meczami dotarło do nich, że warto dać z siebie jeszcze trochę. Chociaż jeszcze w przerwie ostatniego spotkania z Brazylią marudzili: "Trenerze, nie mamy sił, jest duszno, nie ma czym oddychać". A ja na to: "Nie wygłupiajcie się, wytrzymaliście tyle, to dacie jeszcze radę przez 45 minut"...
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj