Całemu zamieszaniu winna jest fala upałów, która doprowadziła do przeciążenia sieci wysokiego napięcia. Kontrolerzy zdołali w ciągu kilkunastu minut uruchomić awaryjne zasilanie z własnych agregatów portu lotniczego i systemy naprawadzania.

W tym czasie jednak maszyny, który szykowały się do lądowania, musiały zmienić korytarze powietrzne, a to zagroziło zderzeniem. Kontrolerzy wysłali te samoloty, które miały dostateczną ilość paliwa na inne lotniska.

Wstrzymano odprawy na lotnisku i postawiono w stan alarmu straż pożarną.

Chaos nad Los Angeles trwał ponad półtorej godziny.

.