"To ciężka akcja, pieruńsko ciężka" - mówią ratownicy po wyjeździe na powierzchnię. "Tam są wymieszane węgiel, skała, stal i takie bagno z rury, która tamtędy szła. Jest 40 stopni, duża wilgotność, czołgamy się. Aby dokopać się do pierwszego górnika, pół dniówki musieliśmy na leżąco robić" - opowiada ratownik Roland Cisiecki.
Niektórzy ratownicy z "Pokoju" pięć miesięcy temu brali udział w akcji w innej rudzkiej kopalni - "Halemba", gdzie po ponad 111 godzinach odkopano żywego górnika, Zbigniewa Nowaka. Ich zdaniem, pod względem trudności obecna akcja przypomina tamtą. Podobne jest zagrożenie. W "Halembie" zawał był pełny, tu między skałami jest pewien prześwit. A to może umożliwiać dopływ powietrza do miejsca, gdzie znajduje się czwarty górnik. Według nich, nie miał on jednak dużych szans przeżycia. Ciała dotychczas wyciągniętych górników były zmasakrowane.
Kopalnią węgla kamiennego "Pokój" zatrzęsło wczoraj o godz. 2.08 w nocy. Wstrząs był tak silny, że zawaliło się około 160 metrów podziemnego chodnika. Korytarz zasypały kawałki skał i węgla. Akurat w miejscu wypadku nie wydobywano węgla - było tam jednak około 20 górników. Większość z nich zdołała uciec, ale czterech zostało w zawalonym chodniku.
O 5.30 ratownicy dotarli do zwłok trzech z zaginionych. Leżały około 80 metrów od ściany, gdzie wydobywa się węgiel. Ratownicy nadal szukają czwartego górnika zaginionego 790 metrów pod ziemią. "Ciągle wierzymy, że żyje" - zapewnia Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.
Według niego, ogromny wstrząs, który spowodował tąpnięcie w korytarzu, miał naturalne przyczyny. Był tak potężny, że odczuli go także górnicy pracujący w innych rejonach kopalni.