Dziennik Gazeta Prawana logo

Chciał wyrzucić dziecko z piątego piętra

12 października 2007, 13:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dramatyczna akcja w Warszawie. Strażacy w ostatniej chwili wyrwali półtoraroczne dziecko z rąk szaleńca. Pijany ojciec chciał wyrzucić syna z piątego piętra. Krzyczał, że wysadzi wieżowiec.

Przerażone dziecko bezwładnie zwisało w rękach ojca nad 18-metrową przepaścią. Jeden nieostrożny ruch szaleńca i półtoraroczny chłopczyk roztrzaskałby się o beton. Taki koszmar zgotował własnemu synkowi 48-letni Tadeusz K.

Dochodziła 20.30. Mieszkańcy bloku przy Grójeckiej na warszawskiej Ochocie oglądali telewizję, gdy dobiegły ich potworne krzyki - relacjonuje dramatyczne wydarzenia "Fakt". To awantura na piątym pietrze, gdzie mieszka z rodziną Tadeusz K., szef kuchni jednego z warszawskich hoteli. Przerażeni ludzie alarmują policję. A to dopiero początek koszmaru...

Jest 20.42. Tadeusz K. słania się na nogach. W slipach wychodzi na balkon. Z potworną siłą ciągnie maleńkiego, ledwie półtorarocznego, Kamila. Mężczyzna ryczy, że wysadzi blok. Ludzie uciekają z mieszkań. Zziębnięci stoją na deszczu i wpatrują się w balkon, gdzie rozgrywa się dramat dziecka.

Godz. 20.50. Jest już policja. Mundurowi odgradzają blok taśmami, przeganiają gapiów. Parę minut później dojeżdżają też strażacy. Błyskawicznie rozstawiają poduszkę powietrzną pod balkonem, na którym stoi szaleniec z dzieckiem. Jeden nieostrożny ruch furiata i malec może runąć w 18-metrową przepaść.

Tadeusz K. nie panuje nad sobą. Krzyczy i śmieje się na przemian. "To nie pierwszy raz, kiedy po wódce dostaje małpiego rozumu" - mówi "Faktowi" jeden z policjantów.

Jest 21.02. Ludzie zamierają z przerażenia. Mężczyzna bierze na ręce Kamila. Niebezpiecznie przechyla się przez balustradę. Krzyczy, że go wyrzuci, a potem sam wyskoczy.

Błyskawiczna decyzja ratowników: pod balkon podjeżdża wysięgnik. Wsiadają do niego strażacy i policyjni negocjatorzy. Namawiają szaleńca, żeby oddał im dziecko. Bezskutecznie. Wymiana zdań, którą z przerażeniem obserwują gapie na dole, przedłuża się. Nagle zdecydowany ruch ratowników. Wyrywają dziecko z rąk szaleńca. I wciągają furiata do wysięgnika. Nareszcie.

Jest 21.11. Zszokowane dziecko trafia w ręce lekarzy. A policjanci skuwają kajdankami szaleńca. Badanie alkomatem - furiat ma dwa promile alkoholu we krwi. Noc spędzi w izbie wytrzeźwień.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj