Pijany w sztok dróżnik pilnował bezpieczeństwa na jednym z przejazdów kolejowych w Łodzi. Mógł doprowadzić do katastrofy! Taki zarzut postawi mu pewnie prokurator, gdy pijaczyna wytrzeźwieje.
Miał 2,5 promila alkoholu we krwi! Musiało być dobrze widać, że jest pijany, bo policję zawiadomił anonimowy podróżny. Patrol, który przyjechał na miejsce, stwierdził, że odpowiadający za zdrowie i życie setek pasażerów samochodów i pociągów dróżnik ledwie trzyma się na nogach. Policjanci znaleźli pustą butelkę, z której się raczył.
Przejazd został zamknięty na prawie godzinę, bo tyle trwało znalezienie zastępcy pijaka. Teraz bezmyślny dróżnik trzeźwieje. W poniedziałek stanie przed prokuratorem, który najprawdopodobniej przeczyta mu paragraf kodeksu o tym, że mógł doprowadzić do katastrofy. Grozi mu za to 8 lat za kratkami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|