Pojechali do pracy i nigdy nie wrócili. Listę 120 osób zaginionych we Włoszech już można znaleźć na stronach internetowych polskiej policji. Ta lista jednak wkrótce może się wydłużyć. Nie tylko o nowe nazwiska, ale i kraje.
"Kobiety są traktowane jak szmaty" - mówi wprost 35-letnia Beata, która od czterech miesięcy pracuje na Cyprze. Myślała, że będzie inaczej... "Za głodowe pensje pracują po 20 godzin dziennie, dźwigają po 50 kilo" - mówi o rodakach Beata. Sama właśnie uciekła z pracy w restauracji. "Musiałam. Stanęłam w obronie dziewczyny, którą szef totalnie wykorzystywał. Wtedy zaczął się znęcać i nade mną. Ja nie wytrzymałam, ona tam została" - mówi Beata. Przyznaje, że słyszała o obozach pracy. "Ale nie dla Polaków. To głównie problem Rumunów czy Bułgarów. Oni tu przyjeżdżają, żeby zdobyć unijne paszporty. Są uzależnieni od szefów. A oni to wykorzystują" - dodaje.
W Hiszpanii - podobno - problemu nie ma. Tak twierdzi ambasada. "Czasami mamy skargi. Nie spotkaliśmy się z problemem obozów pracy" - twierdzi Monika Domańska z Ambasady Polskiej w Madrycie. Prawda jest jednak inna. Wystarczy przejrzeć polonijne fora internetowe. Największe z nich - www.poloniamadryt.net - jest pełne ostrzeżeń przed firmami wykorzystującymi naszych rodaków. I niestety, podobnie jak we Włoszech, "firmy" są prowadzone przez polskich mafiozów. Ambasada jednak twierdzi, że nie wie o takich przypadkach. Dlaczego? "Mało kto chce się przyznawać do złego traktowania" - tłumaczy Monika Domańska. A wystarczyłoby, żeby ambasada przejrzała internetowe strony. Wynika z nich, że nasi rodacy wolą sobie pomagać sami. Bez pomocy dyplomatów.
Coraz częstsze sygnały o złym traktowaniu Polaków dostają konsulaty w Wielkiej Brytanii. Nic dziwnego: w poszukiwaniu pracy trafia tam wielu naszych rodaków. W Anglii powstały sprawnie działające szajki przestępcze, zarabiające na oszukiwaniu Polaków. "Mieliśmy wiele sygnałów. Na pewnej farmie, w okropnych warunkach, pracowało kilkudziesięciu Polaków" - przyznaje dziennikowi.pl Ireneusz Truszczyński z polskiego Konsulatu Generalnego w Londynie. "Pracowali po kilkanaście godzin dziennie, od tygodni nie zobaczyli funta. Policja wymogła dla nich wypłaty" - zdradza Truszczyński. I dodaje, że część Polaków, już z pełnymi portfelami, pojechała szukać szczęścia gdzie indziej. Kilku jednak zostało. "Cieszą się, że mają cokolwiek. Dają się wykorzystywać, a ich szefowie chętnie to robią" - bagatelizuje problem Truszczyński.
I ambasady będą problem bagatelizować tak długo, aż na jaw wyjdą kolejne przypadki morderstw i zaginięć osób, które wyjechały za granicę tylko po to, by zarobić na lepsze życie. A dojdzie do nich na pewno, jeśli polskie placówki dyplomatyczne nie zaczną dbać o swoich rodaków.