To naprawdę specyficzne poczucie męskiej solidarności. Gdy komendant połapał się, że kumple nie zdążyli na lot, złapał za telefon i powołując się na "anonimowego informatora", zaalarmował, że w samolocie jest bomba. Tu-134 z 40 pasażerami wrócił na lotnisko.

Bomby oczywiście nie znaleziono, ale kompani od kieliszka mogli teraz spokojnie wsiąść na pokład maszyny. Niestety, wewnętrzne śledztwo ujawniło koleżeńską przysługę komendanta. Milicjantowi grożą cztery lata kompanii karnej.