Rosyjski Tu-134 z 40 pasażerami zawrócono na lotnisko w Jekaterynburgu po informacji o bombie. Okazało się, że dzwonił komendant posterunku na tym lotnisku. Jego kumple po zakrapianej kolacji spóźnili się na lot, a on chciał im pomóc.
To naprawdę specyficzne poczucie męskiej solidarności. Gdy komendant połapał się, że kumple nie zdążyli na lot, złapał za telefon i powołując się na "anonimowego informatora", zaalarmował, że w samolocie jest bomba. Tu-134 z 40 pasażerami wrócił na lotnisko.
Bomby oczywiście nie znaleziono, ale kompani od kieliszka mogli teraz spokojnie wsiąść na pokład maszyny. Niestety, wewnętrzne śledztwo ujawniło koleżeńską przysługę komendanta. Milicjantowi grożą cztery lata kompanii karnej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|