Ewakuowani Łodzianie wrócili do domów. Musieli je opuścić przez bezpańską walizkę zostawioną na ulicy. Pirotechnicy nie mogli wykluczyć, że jest w niej bomba i stąd ewakuacja dwóch tysięcy osób.
Policyjni pirotechnicy zdetonowali walizkę działkiem wodnym - bomby w środku nie było. Ale wcześniej nie było to wcale pewne. Fachowcy badali walizkę, ale nie mogli dojść, co jest w środku. Stąd decyzja o wysadzeniu jej w powietrze.
Wcześniej jednak, na wszelki wypadek, trzeba było ewakuować około dwóch tysięcy osób z kamienic i wieżowców. Mieszkańcy spędzili czas w podstawionych specjalnie autobusach MPK.
Policja nie zdradza, co było w walizce, i co zaniepokoiło pirotechników. Ci bowiem zazwyczaj wywożą podejrzane znaleziska na poligon, a nie detonują ich w pobliżu budynków.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|